...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

20 lat od mojego pierwszego okienka

Media

Wczoraj urodziny obchodził Windows 95. Pierwszy, na którym pracowałem, grałem, rysowałem i uczyłem się… czasami. Miałem przyjemność na szczęście korzystać tylko chwilę z tego systemu, bo wielkimi krokami na dyskietkach kroczył do mnie jego następca o 3 oczka wyższy.

Wieszał się, mulił, nic nie działało stabilnie. Ciężko było wytrzymać 20 minut bez restartu i kurwy pod nosem. Co chwilę miałem dość tego systemu i komputera, no ale Doom i Quake same się nie przejdą. Wtedy to był szczyt techniki, a radość z gry była większa niż w dzisiejszych czasach.

Tyle pamiętam z 95’tki. Młodsze okienka o wiele dłużej zawitały na moim ekranie, a komendę Format C: wpisywałem i tak średnio co tydzień w niedziele – ot tak dla relaksu i dlatego, że dłużej ten system nie wytrzymywał. Bluescreen był tak częsty, że prawie jak w piosence miałem oczy niebieskie, z tą różnicą, że nie od telewizora. Rodzice krzyczeli, że albo na dworze, albo na kompie siedzę. To nie było ważne. Gry co raz lepsze, ja co raz sprawniej obsługiwałem klawiaturę. Czego mógł chcieć wtedy gówniarz oprócz komiksu, kreskówek, piłki do nogi i słodyczy? Otóż tylko komputera, bo internet to tylko w Amerykańskich filmach wtedy był.

Dalej Windows towarzyszył mi praktycznie do matury. Tuż po niej nasze drogi się rozeszły, a na jego miejsce wskoczył pingwin, który Ubuntu się nazywał. W ten sposób okna zamknąłem na ponad 5 lat i byłem z tego dumny. Nie wszystko chodziło tak jakbym chciał. Gry, w które uwielbiam grać niestety nie zawsze działały, ale jak już udało mi się je uruchomić to skakałem z radości. Niejednokrotnie moją radość zastępował szał i wściekłość gdy okazało się, że gra dobrze chodzi tylko przez 5 minut lub tylko menu działa. Byłem jednak dumny, że nie jestem śmiertelnikiem z Windowsem. Do dzisiaj nie umiem wytłumaczyć w czym miałbym być lepszy, ale byłem – kropka. Rzeczywistość sprowadziła mnie na ziemię, kiedy jak 5 latek nakręciłem się na grę. DayZ Standalone. Nie ważne, że to alpha. Nie ważne, że komputer ledwo minimalne wymagania spełnia – musiałem ją mieć, a to oznaczało ból dla mojego linuxowego serca. Trzeba się pożegnać i otworzyć okno na świat. I znowu Windows. Vista, a zaraz po nim 7. Dla mnie to krok w tył. Brak repozytorium i o zgrozo – wszystko działa (chociaż mi i tak nie wszystko). Jednak cel uświęca środki. Chciałem grać – musiałem się przesiąść.

Wieszają się, mulą, są upierdliwe i nie podobają mi się wizualnie. Okienka Gates’a towarzyszą nam od chyba zawsze i wszędzie. Zaczynano w garażach, akademikach i w zaciszach domów. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie życia bez tego tworu, który umożliwia większości z nas czytanie tego tekstu, a mi napisanie go. Która wersja Windowsa jest najlepsza? Moim zdaniem żadna – chociaż sporo osób chwali 8.1 i najnowszą 10. Nie testowałem osobiście. Kto wie, może by mi się spodobało. Można powiedzieć praktycznie wszystko co najgorsze o tym systemie, ale wyobrażacie sobie komputery gdyby Bill nie ruszył tyłka dla dobra ludzkości?

Ciekaw jestem co najlepiej wspominacie z waszej historii z Windowsem? Ja motyw z rybkami w Windows ME

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno