...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Biuro czy budowa – Jesteśmy szczurami.

Lifestory

Wyścig szczurów to zjawisko w dzisiejszych czasach tak powszechne, że już na nikim nie wywiera najmniejszego wrażenia. Współpraca z ludźmi, nadzór i chęć polepszenia bytu codziennego popycha ludzi do najbardziej prymitywnych zachowań społecznych.

Każdy z nas bywa świadkiem różnego rodzaju kablowania, podlizywania, skarżenia i wybielania się. Największą sympatią wśród tych sytuacji cieszy się niewątpliwie spychologia i wycieranie sobie dupy innym człowiekiem. Ile razy widzieliście jak ktoś mówi: „To nie ja.. To przez kogoś tam„. Rzucanie sobie nawzajem kłód pod nogi w takich sytuacjach jest z punktu widzenia psychologii zachowań jak najbardziej normalne – człowiek atakowany ma w instynkcie zapisaną obronę i tak też robi. Jednak kolega z zespołu, majster, kierownik czy nawet kontrahent to nie rozjuszony hipopotam (chociaż nie jeden tak wygląda) i nie musimy rzucać słabszego na pożarcie by chronić swoją leniwą dupę. Chociaż z drugiej strony dlaczego nie? Skoro daje sobie taki jegomość robić z dupy garaż to czemu nie parkować złości innych w owym przybytku?

Mnie jednak zawsze zastanawia jak tacy ludzie zwyczajnie mogą patrzeć w lustro lub w twarz współpracowników. Ja zawsze byłem zdania – chcesz obgadywać i plotkować na czyjś temat – mów tylko takie rzeczy, które w razie wydania się powiesz obgadywanej osobie w twarz. Ta zasada sprawdza się jednak w pracy. W życiu prywatnym czasami lepiej być cicho, bo to, że kogoś obgadujemy nie znaczy, że nie jest dla nas kimś ważnym i kochanym. Tutaj ktoś jest wspaniały mimo wkurzania nas średnio 5 razy w tygodniu. W pracy jesteśmy współpracownikami, podległymi lub kierującymi innymi ludźmi – rzadko kiedy też przyjaciółmi, więc lepiej nie robić sobie gnoju z miejsca gdzie spędzamy 1/3 doby.

W pracy wielu przerasta rzetelna współpraca i lepiej zrobić coś małym kosztem, a później nagimnastykować się by tylko zebrać większe laury albo mniejszy opierdol niż drugi pracownik. A najlepiej jeszcze dostać pochwałę za podrzucenie powodu do opierdolu na drugiego. Tutaj to chyba nie jeden udaje się do toalety „tryskać szczęściem”. Od zawsze pracuję z ludźmi i wiem, że im bardziej „prestiżowy” zawód tym większe chamstwo w takim zachowaniu. Korpo jest najgorsze. Za wątpliwy awans, premie czy spokój do końca tygodnia ludzie potrafią nasrać do szuflady facetowi z biurka obok. Tylko po to, żeby zrobić smród, który nie idzie od ich samych.

Pozostaje zastanowić się każdemu z nas. Czy wychodząc z pracy czujemy się dumni? Ale nie z racji pensji czy wyrobionej normy. Ale czy jako człowiek możemy powiedzieć, że to było porządne i spokojne osiem godzin, a nie zmiana pełna kombinowania i chamstwa.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno