...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Bloger, który jeździł koleją – Recenzja Bounty Train

Media

Uwielbiam strategie ekonomiczne i strasznie mnie zawsze boli, że mało jest dobrych tytułów tego typu gier. Naprawdę dobry tytuł wychodzi raz na ruski rok. Tym bardziej cieszy mnie, że taki tytuł wydał Techland, dzięki którego uprzejmości kolejna świetna gra wylądowała na moim biurku.

Co do gry przyznam się bez bicia. Usłyszałem o niej dopiero w dniu premiery i to co do mnie dotarło było ciekawe. Strategia ekonomiczna z elementami symulatora i fabuły? Z takim tworem nie spotkałem się jeszcze. Krótka instalacja i za raz przede mną menu główne. Zacząłem bez żadnego nastawienia. Byłem zwyczajnie ciekaw tej pozycji.

Gra toczy się w czasach wielkiego rozwoju kolejowego na wschodnim wybrzeżu USA. Lokomotywy, rabusie na torach, węgiel i para. Wzbudzało we mnie to całkiem mile wrażenia, bo o ile filmów o dzikim zachodzie i podobnych klimatach nie lubię to w grach ten świat mnie bardzo cieszy.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to mapa, która odrobinę przypomina te, które widywać mogliśmy np. w serii Total War. Pierwszy plus, bo lubię ten styl. Na początku poznajemy zarys fabuły, dostajemy pierwsze banalne zadania, a zaraz po nim kolejne, już trudniejsze. Zdobądź kasę, kup wagon i dostań się do Nowego Jorku. Zaczyna się kombinowanie, które towary gdzie wieźć, by zarobić jak najwięcej. Gdy uda nam się otworzyć wrota do Nowego Jorku (i miasta Utica przy okazji) Gra nabiera niesamowitego rozpędu, który bywa zdradziecki. Kilka nietrafionych kursów i jesteśmy w przysłowiowej dupie.

Grając w Bounty Train uśmiech nie schodził mi praktycznie z twarzy. Zmieniał się jedynie grymas zamyślenia podczas podejmowania trudniejszych decyzji. Każdy zarobiony grosz na pasażerach lub towarach cieszy zwłaszcza, że łatwo jest kilkoma nietrafionymi transakcjami mocno utrudnić sobie rozgrywkę (zwłaszcza, że czas płynie nieubłaganie i rzadko kiedy mamy go pod dostatkiem wykonując zadanie).

Jednak, żeby nie było. Nie uważam tej gry za ideał. Jest dobra, ba – nawet bardzo dobra. Ale jak każda produkcja nie uniknęła błędów.

Po pierwsze notoryczne lądowania. Gra ma nieduże wymagania, ja mam całkiem znośny komputer, a i tak musiałem popatrzeć na ekran ładowania przechodząc z mapy do miasta i na odwrót. W późniejszym okresie to jest szczególnie uciążliwe, gdy planujesz do kilku miejscowości po drodze zajechać, a nie pamiętasz dobrze jak wygląda połączenie kolejowe. Zwłaszcza jeśli już nauczysz się na pamięć historii jednej czy drugiej lokomotywy, którymi raczy nas gra podczas ładowania. Drugim szczegółem, który mnie osobiście wkurzał było nielogiczne i przypadkowe „wsiadanie” pasażerów. Mając wagon pasażerski i towarowy nie jest powiedziane, że pasażer (nawet jeśli jest sam) to usiądzie w odpowiednim wagonie. Jest to uciążliwe zwłaszcza przy napadach na transport przez bandytów. Nasza ekipa podczas napadu też troszkę chaotycznie się zachowuje i mam wrażenie, że zabija rzezimieszków odrobinę przypadkiem. Jednak to są szczegóły do przełknięcia

Podsumowanie
Grafika
Fabuła
Rozgrywka
Loco poleca!
Ogólna ocena
4.3

Komentarz
Bounty Train to na prawdę fajna gra na odstresowanie po pracy i innych obowiązkach. Nie wymaga wielkiego zaangażowania więc polecam każdemu, kto ma nie wiele czasu lub często odchodzi od komputera podczas grania. Gra relaksuje. Miła muzyka, przyjemna dla oka grafika (choć nie idealna). Nie czepiam się jakiś minusów, bo to w większości pierdółki, na które można przymknąć oko. Polecam.

 

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno