...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Blogosfera okiem Blogera 8 kategorii #BFGdańsk

Media

Kto śledzi mojego Instagrama (https://instagram.com/twosidesofloco/) ten wie, że ostatnio gniję przed kompem i gram w gry, ale ten weekend był wyjątkowy. Tagi #BFGdańsk ogarnęły cały polski światek blogerów, vlogerów i ludzi powiązanych z nimi. Kto mógł ruszył do Trójmiasta autem, samolotem, na piechotę, czy nawet rykszami zobaczyć się z wielkimi i małymi branży.

Osobiście nie mogłem być w Gdańsku, więc zaparkowałem Skyline w GRID, a drużynę w Pillars of Eternity schowałem do twierdzy. Prosta decyzja – odpalam transmisję online. I tu się zaczęły schody. Na jakość transmisji momentami można narzekać, ale starałem się nie narzekać. Odpaliłem Twittera i śledziłem wydarzenia również tam (https://twitter.com/twosidesofloco). Poza niektórymi przypadkami to prelekcje były tak „porywające”, że raczej robiły mi za radio, gdy zajmowałem się czymś ciekawszym. Na prawdę – wiem, że występowanie przed większą publicznością jest ciężkie i stresujące, ale moim skromnym zdaniem blogerzy, którzy są doświadczeni i nawet zgarniają nagrody (regularnie) powinni trochę ciekawiej mówić swoje prezentacje. Temat Vine, który mnie bardzo ciekawił został tak nudno przedstawiony, że chyba przysnąłem. I nawet fakt, że prezentację prowadziła blogerka, którą nie raz czytam i to z ciekawością to… Chryste. Daję głowę, że ktoś na tym leżaku przyciął komara. Tak czy inaczej jednak to co chciałem to wychwyciłem z prezentacji co jedynie świadczy, że została rzeczowo przygotowana – prezentować nie każdy potrafi.

Ciekawiej niż w transmisji było na Twitterze i Instagramie, ale tutaj ktoś kto patrzy z dystansem na wydarzenia i znajomości to może dojść do jednego stwierdzenia. Blogosfera dzieli się na dwie grupy.

Pierwsza to ta, gdzie każdy wpis, tekst, zdjęcie, słowo drugiego blogera jest tak boski, że powinno zmienić się facjatę na pomniku w Świebodzinie na twarz tego o to blogera. Twitter tutaj bił rekordy lizodupstwa. Na niektórych profilach można było przeczytać co chwilę post, w którym cytowane były treści płynące, ze sceny. Ktoś mógłby narobić w gacie na scenie, a i tak zostałby zacytowany i otagowany na Twitterze w samych superlatywach – bo tak powinien robić bloger w dzisiejszych czasach. Tak – ja wiem, że mądre rzeczy były mówione na scenie. Wiem, że to doświadczone osoby mówiły i tak dalej, ale osiemdziesiąt tweetów z cytatami jednej osoby świadczy, że albo bloger dostanie nobla, albo tweetujący jest delikatnie mówiąc szurnięty. Czy ci ludzie nie potrafią popatrzeć na swoje zachowanie z dystansem i stwierdzić, że przekroczyli cienką granicę między koleżeństwem, a poniżaniem się i całowaniem drugiej osoby po czym tylko się da? Trochę to takie…. jakieś.

Druga grupa blogerów zdecydowanie mi się bardziej podoba. Jest to rodzaj loży szyderców. Z tym, że w całym tym prześmiewczym stylu jest na prawdę dużo miejsca na szacunek dla twórczości i osoby blogera, ale nikt nie będzie drugiego całował po dupie. To trochę ten klimat z dawnych przyjaźni – pierwsi Cie wyśmiejemy i pierwsi pochwalimy. Nie licz tylko na pochwały, ani też na specjalnie pobłażliwe traktowanie. I szczerze? Tego oczekuję od blogerów. Czytajmy siebie, lubmy się, ale nie liżmy sobie tyłków jak by były oblane lukrem.

No i konferencja pokazała nam też, że zmiana panelu z blogerzy vs. dziennikarze na blogerzy i dziennikarze nic nie dała, a panel przerodził się z czasem w debatę, którą można przy okazji wyborów oglądać. Gdzie zawsze ten drugi jest gorszy, bo my jesteśmy rzetelni, tamci nie działają po ludzku itd. Z tym, że na sali (i przed ekranami) nie siedział ciemny tłum kupujący jedno, albo drugie bez cienia krytyki. Gdy rozmowa weszła na temat kamyczków, ogródków i szukania prawdy to zaczęło to już jechać jakimś nawoływaniem do zmiany wiary. Z założenia rzeczowej dyskusji zrodził się bełkot, którego nie szło opanować, a ja stwierdziłem, że polowanie na smoki w Pillars’ach jest ciekawsze

Podsumowując. BFGdańsk był ciekawym i pełnym treści wydarzeniem. Pomimo chronicznego przynudzania na scenie można było sporo nowych ścieżek na własnym blogu obrać dzięki informacjom, którymi raczyli nas prelegenci. Przy okazji można było momentami zobaczyć blogerską stonogę (tak – taką jak ta ludzka z filmu) i pośmiać się z większymi blogerami jak równy z równym. Nie ważne, czy czyta Cie 20 czy 200tyś. osób – zachowując się normalnie zyskasz szacunek, całując wszystkich po dupach – brązowy język

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno