...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Czy biedni z piwem to biedni?

Lifestory

Skoro proszą o dołożenie do wina za trzy złote to chyba jednak w luksusy nie opływają.

Często wychodziłem z założenia, że przynajmniej był szczery skoro powiedział, że chce na piwo i dawałem te kilka groszy. Jednak po przeprowadzce obserwując ławki pod moim wieżowcem (w sensie tym co mieszkam, nie jestem właścicielem) ze smutkiem zauważam, że panów i pań z winami, w brudnych ubraniach przybywa i to w zastraszającym tempie. Do dwóch stałych bywalców lata 2014 doszło przynajmniej czterech plus jedna lub dwie kobiety.

Domyślam się, że każdy z tych przypadków ma swoją historię i powody dlaczego znalazł się w tak beznadziejnej sytuacji życiowej. Długo ich żałowałem i współczułem do póki nie zauważyłem jednego – Oni mieszkają nieopodal. I to nie w żadnym pustostanie czy schronisku, ani śmietniku. Każdy z tych menelów ma swoje M i wychodzi na to, że to nie wcale ludzie, którym w życiu nie wyszło, a jedynie stoczeni ludzie, którzy nie potrafią zadbać o swój wygląd i higienę. Wytaczają się wczesnym porankiem, by do późnego wieczora doić wino, piwo i denaturat. Z tym ostatnim to myślałem, że nie zobaczę tego na oczy, ale ostatnio widziałem – nawet się nie skrzywił facet jak pociągnął duszkiem pół butelki. Kilku z nich ma chyba nawet jakąś doraźną pracę, bo widzę jak jeden czy drugi zapieprza z plecakiem lub w jakimś ubraniu roboczym. W ubraniu roboczym, w którym w piątek siada na ławce i wieczorem w niedzielę w nim z niej schodzi. Więc jak w tytule. Czy ci biedni z piwem to biedni ludzie? Skoro stać ich, żeby mieszkać w blokowisku to znaczy, że stać ich na proszek, mydło i normalne jedzenie. Nie obchodzi mnie, czy zadłużyli mieszkanie ani czy w ogóle jest ich. Mając dach nad głową jesteś w stanie zadbać o siebie.

Każdy, kto przeprowadził się na szeroko rozumiane „swoje” wie, że złotówka ma inną wartość, gdy opuści się domowe pielesze. Dlatego też nie wierze, że Ci ludzie skoro piją to nie mogą odłożyć na proszek, pastę i białego jelenia. Lepiej puścić ze wszystkich zwieraczy siedząc na ławce i wyciągnąć rękę po kasę na browara. Wiele razy bywałem wyrozumiały dla takich ludzi – w końcu szczerze mówili na co wydadzą pieniądze, które im dasz królu złoty. Trzeba być wyrozumiałym i odróżnić ławkowego pijaka od „wesołego menela” (bo tacy się zdarzają), który jest swojego rodzaju blokersem trzeciego wieku. To on pomoże w noszeniu zakupów starszej pani, przytrzyma drzwi i zagada o zdrowie. Takim ludziom jestem gotów nawet czasami postawić piwo.

Jednego nigdy nie odmawiam – jedzenia. Wiele razy pod marketem spotykam różnego rodzaju biednych ludzi. Jedni proszą o kasę, inni o fajki, ale są też tacy, którzy szczerze proszą o bułkę i coś do niej. Nie zdarzyło mi się powiedzieć takiej osobie nie jeśli miałem chociaż z dwa złote przy sobie. Nie ważne dlaczego wtedy nie ma pieniędzy. Skoro jest głodny to tylko najgorszy cham nie pomoże. Zaskakujące jest to, że panom i paniom w drogich autach jakoś ciężej z wydaniem pięciu złotych więcej przy zakupach rzędu kilkuset złotych.

Naszła mnie na koniec jednak refleksja do wcześniejszych słów i odpowiedzcie na nią jeśli możecie.

Jeśli dzisiaj widzisz jak ktoś pije cały dzień wino na ławce, a za trzy dni poprosi o kupno suchej bułki to pomożecie? W której kategorii go postawicie?

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno