...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Czy warto być marzycielem?

Lifestory

Każdy z nas zna kogoś, kto ciągle chodzi z głową w chmurach. Kto ma milion nierealnych pomysłów na minutę. Moi znajomi znają mnie – marzyciela i optymistę. Jednak, czy marzyciel i optymista w XXI wieku jest osobą pożądaną przez społeczeństwo? Wśród karierowiczów, racjonalistów i dorobkiewiczów osoba, która patrząc na chmury nie widzi chmur jest zjawiskiem co raz mniej spotykanym i odnoszę wrażenie, że też co raz mniej pożądanym.

Przyznaję, że tekst dzisiaj nie bez powodu. Mamy dzień marzyciela. Kogoś, kto powinien napędzać świat i kierować jego rozwojem. Warto marzyć? Po osiągnięciu dorosłości, rozpoczęciu pracy, założeniu rodziny? Warto?

Moje punkty widzenia

Wiek dziecięcy zobowiązuje do marzeń. To przyzwolenie mamy zwykle do momentu osiągnięcia pełnoletności lub rozpoczęcia studiów. Wbrew pozorom zaczynając studia jedyne o czym możemy marzyć to o tym, żeby zdać te pieprzone egzaminy, obronić się i zacząć jakaś znośną pracę, która umożliwi nam wynajęcie kawalerki. Poza tym? Wyobraź sobie, że opowiadasz komuś na sali albo później w pracy, że wczoraj siedziałeś godzinę na ławce i gapiłeś się w niebo. Albo, że żałujesz, że nie dostałeś listu z Hogwartu. Też widzisz ten wzrok jaki na Tobie wyląduje? Do tego komentarze w stylu: „Serio?” lub „nie za duży jesteś na takie coś”?

W dzisiejszych czasach prawie nikt nie chwali się już marzeniami i związanymi z nimi czynnościami. Geek i nerd jest w modzie – owszem, ale to jest powierzchowne i czekam na to, aż znowu przeminie. Ale poza modą trzeba trzymać fason i być poważnym. Nikt nie chce, by patrzono na niego z uśmieszkiem politowania. Wtedy nawet wasze kompetencje przestają być już tak ważne. Jeśli jesteś wesołkiem i marzycielem to nikt nie potraktuje Ci poważnie – chociażbyś był fizykiem jądrowym.

zobacz drugi punkt widzenia

Moje punkty widzenia

W sumie to co mnie obchodzi opinia innych na mój temat. Szukam przyjaciół w pracy? Nie koniecznie. Chce się komuś przypodobać? Wątpię. Jestem szczęśliwy sam ze sobą? Jasne! Czy to nie wystarczy już w dzisiejszych czasach? Być szczęśliwym, tym uśmiechniętym, cieszącym się z byle pierdoły. Przecież to coś niesamowitego być kimś kolorowym podczas parady szarości jaką serwuje nam codzienność. Gdy widzi betonową ścianę Ty wyobrażasz sobie co byś na niej namalował, albo czy długo zajęłoby Hulkowi rozwalenie jej.

Sam łapię się na tym, że idę po mieście z niewytłumaczalnym uśmiechem. Mijam wtedy wszystkich zmartwionych, złych i smutnych, a ich aura odbija się ode mnie. To nie jest tak, że nie mam problemów. Mam ich tyle samo co wszyscy, a może nawet więcej niż niektórzy. Ale po co martwić się i złościć cały czas, nawet gdy problem jest praktycznie rozwiązany, albo jeszcze się nawet nie wydarzył. Będę się martwić jak będę miał problem, a nie martwię się bo może, przypadkiem będę miał problem. Teraz skupie się na tym, że przeleciał motyl, albo robieniu „zajączków” ekranem telefonu.

zobacz drugi punkt widzenia

To smutne, że ludzie boją się marzyć, boją się być weseli, bo wesoły to zaraz niepoważny, głupi i niedorosły. Wielu ludzi ulega otaczającemu ich światu i powoli szarzeje, a jedynie czasami wspomina jakimi byli pogodnymi ludźmi. Teraz są poważni, ważni, nudni.

Wesołego Dnia Marzyciela!

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno