...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Dyplomem ręki nie uściśniesz

Lifestory

Dwoje ludzi, których szanuje spierało się ostatnio o formę wychowania dziecka. Pierwsze z nich przedstawiało klasyczna wizję matczynej filozofii – ucz się dużo, zrób studia/zawód i pracuj ciężko i będziesz dumny i szczęśliwy, bo zapracujesz na to.

Teoria jak najbardziej słuszna i takich rad oczekuje się od przykładnego rodzica, jednak moją uwagę przykuł jej rozmówca, a dokładniej jego zdanie na temat wychowania dzieci, które spowodowało u mnie początkowy szok. Bo, który rodzic mówi dziecku w wieku gimnazjum/liceum, że nauka owszem ważna jest, ale należy mieć przede wszystkim znajomości, bo jak sam powiedział „Dyplomem ręki nie uściśniesz”.

O ile samo stwierdzenie na początku budzi lekki niesmak to niech rzuci kamień ten, kto nie miał czegokolwiek załatwionego po znajomości – od pracy po darmowe usługi – no kto? Tak myślałem. Sam prawie każdą moją pracę dostałem po znajomości, a jeśli nie sama pracę to szybko znalazłem osobę, z którą trzeba trzymać żeby będąc nawet zwykłym pracownikiem nie musieć robić tego co inni albo za to samo dostać parę groszy więcej.

Nie ma co się oszukiwać. Jeśli nie robisz kierunku, który określa oprócz specjalizacji określa Twój zawód jak np. księgowość to nie łudź się, że wrota pracodawców się otworzą, a tym bardziej jeśli studiujesz np. stosunki międzynarodowe i uważasz, że będziesz pracować w placówce dyplomatycznej to rozpędź się w kierunku najbliższej ściany i nie hamuj. Po terapii wstrząsowej usiądź i poczytaj o wymaganiach takich placówek i zapłacz nad swoim kierunkiem, bo jeśli nie na wycieczce, emigracji to co najwyżej na truskawkach będziesz miał stosunki międzynarodowe.

Z ciekawości popatrzyłem na statystyki, kto pracuje na wyuczonym zawodzie i moje przypuszczenia się potwierdziły. Z wyjątkiem stanowisk w stylu specjalista (ten prawdziwy, a nie specjalista do spraw sprzedaży – czyt. call center) i niszowych kierunków dużo ponad połowa ankietowanych nie pracuje w swoim zawodzie i spora część z nich nie zmieniła by pracy na taka, która jest związana z ich kierunkiem nauczania – powód – więcej zarobią na stanowisku po znajomości, niż na wyuczonym.

Przeglądał ktoś z was ogłoszenia o pracę? Na pewno. Każdy oczekuje doświadczenia na podobnym stanowisku, więc pytam się, skoro tak wielka część ludzi nie pracuje w swoim zawodzie to skąd 3/4 osób pracujących w biurach po psychologii i filologii angielskiej? Bo nie sądzę, że Pani Zosia siedząca w pokoju 105 w przeciętnym urzędzie jest absolwentem administracji lub jakiegoś kierunku związanego z tabliczka na drzwiach pokoju, w którym pije kawę i jest zmęczona o 7:05. Odpowiedź nasuwa się sama. Pani Zosia to znajoma/ciotka/żona/ktokolwiek kogokolwiek w tym samym lub pokrewnym urzędzie.

Pozostaje refleksja i pytanie. Czy Twoje mgr. przed nazwiskiem to pusty skrót pokazujący, że chciało Ci się 5 lat więcej chodzić do szkoły i jeszcze pewnie płacić za nią? Czy jednak na drzwiach, pieczątce lub plakietce w pracy masz wpisane magiczne 3 litery? A jeśli siedzisz teraz w biurze załatwionym po znajomości – nie wstydź się – pani czy pan w biurze obok też tak dostał stołek. O tym się nie mówi, ale każdy tak robi i to jest dobre. Bo jeśli uczysz się na śmieciowych kierunkach to zadbaj chociaż, żeby ktoś Cię znał, bo śmieciowy kierunek + śmieciowe znajomości = śmieciowa umowa

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno