...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Grać, czy nie grać? Oto jest pytanie

Media

Jestem graczem. Lubie grać, ba – uwielbiam! Znam tego plusy i znam tego minusy. Jestem świadomy i wiem co robię. Między miłą i rzadko relaksującą rozrywką, a uzależnieniem i przesadyzmem jest dość cienka granica. Trzeba umieć ją poznać.

Ja jestem dorosły i nikt mi nie powie, że jestem agresywny po grach, czy coś w ten deseń. Z goła inaczej ma się tutaj sytuacja z dziećmi i młodzieżą. Co najlepsze, nie samo granie, czy siedzenie przy komputerze im szkodzi (pomijam wzrok). To brak świadomości zarówno ich, jak i rodziców, którzy (z całym szacunkiem) mają w dupie co ich dzieci robią przy komputerze, dopóki nie zobaczą tego przypadkiem wchodząc do pokoju lub słysząc strzały AK47 z pokoju ośmiolatka. „Niech sobie pogra”, „Niech zajmie się sobą trochę” i tego typu zbywające teksty przeplatają się z pełnym niezrozumienia: „Tylko grasz w te głupie gry”, „Niczego gry Cię nie nauczą i będziesz bezrobotny w przyszłości” itp. Pytanie, gdzie jest ciekawość rodzica, bez osądzania? Przyznam szczerze, że moi rodzice nie interesowali się kompletnie w co gram. Ważne było, że przy komputerze to na pewno nic mądrego nie robię. Stare wychowanie. Lekcje, a jak nie lekcje to posprzątaj, a jeśli dwie pozostałe rzeczy zrobione to „poczytaj coś do szkoły”. Po co to wszystko?

Moje punkty widzenia

Bezpodstawna krytyka tego, że dziecko spędza czas przy komputerze jest tak samo idiotyczna jak stwierdzenie, że gry wywołują agresję. Dziecko nie zawsze będzie grało w ciekawe i mądre gry. Zwykle będzie grało w CS’a albo inna nie wymagającą do pewnego momentu myślenia grę. Sęk w tym, że gry uczą i nawet napieprzanie w strzelankę online sprawia, że dzieci lepiej radzą sobie ze współpraca z innymi, a niejednokrotnie wyzwala także w nich cechy przywódcze. Jednak nie o to chodzi. Niejednokrotnie z graniem idzie też ogromna wiedza na temat gry, przeciwników, świata, fabuły, a nawet całego uniwersum. Czy to nie jest godne zainteresowania? Spytać dziecko o co chodzi w grze, czemu robi to, a nie tamto. Kto jest jego przeciwnikiem i dlaczego? Od razu zauważymy, że nie koniecznie nasza pociecha marnuje czas. Dzięki takiemu zrozumieniu i zainteresowaniu nie tylko będziemy lepiej mogli wpłynąć na to ile czasu i w jaki sposób spędza dziecko przy kompie, ale również będziemy mieli więcej tematów do rozmów, a co za tym idzie zbliżymy się do siebie i nie będziemy obciachem. Kto gra online wie, że nie ma nic bardziej żenującego od nie kumającej matki lub ojca, że nie musi drzeć się nad głową o niepościelonym łóżku, gdy słuchają to koledzy z drużyny.

zobacz drugi punkt widzenia

Moje punkty widzenia

Nie trzeba być jednak geniuszem żeby stwierdzić, że komputer to jedno z najmniej odpowiednich źródeł rozrywki dla dzieci. Podwórko, książką (nie lektura), interakcja z ludźmi żywymi. Jest w czym wybierać i co robić. Trzeba jedynie pokazać dziecku nie tyle co, że komputer to marnowanie czasu, a właśnie pokazać w jaki sposób można ciekawiej spędzić wolne chwile, gdy komputer nie ucieknie. Nie można jednak demonizować elektroniki, Internetu i gier, bo staną się ciekawie zakazane. Warto pójść do Empiku lub innej i kupić porządną planszówkę. Jednak nie Chińczyka, czy Eurobiznes, tylko coś porządnego, w czym my (czyli obciachowy ojciec) możemy być wielkim magiem, złodziejem albo nawet nieumarłym.

Trzeba jednak się pilnować z graniem z dzieckiem (czy to na komputerze, czy online, czy nawet w makao). Nie może być to dla nas ciekawsza rozrywka niż dla młodego, bo sami wpadniemy w szpony ciężkiego nałogu jakim są gry.

zobacz drugi punkt widzenia

Na koniec wypomnę sobie coś, co pewnie ktoś i tak by mi wypominał. Nie jestem rodzicem, moja ukochana nawet w ciąży jeszcze nie jest. Możecie sobie teraz hejtować ile chcecie oczywiście wypowiedź takiego człowieka twierdząc, że osiągnęliście w życiu wszystko, bo macie potomka. I oczywiście nie zapominajmy: „zobaczymy jak będziesz miał swoje dziecko”. Tego nie wiecie, ale lepiej założyć, że je rozpuszczę. Tutaj przedstawiłem wam punkt widzenia gracza zarówno dorosłego jak i młodego. Ze mną nie grano na komputerze, ale grano w piłkę. Mam nawet teraz znajomych, którzy są dorośli (lub prawie), a ich rodzice dalej z nimi grają czy to w planszówki, czy to na komputerze. Można? Widocznie można, bo trzeba być graczem od ponad 20 lat, żeby zdawać sobie świadomość z zagrożeń i szans jakie daje komputer dziecku i rodzicom.

A teraz idę grać.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno