...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Granice bloga w życiu codziennym

Lifestory

Każdy wie, że blog i bloger to jedność. Bloger to marka, a blog to tylko forma przekazu. Jednak gdzie jest granica upubliczniania życia na blogu i na portalach społecznościowych?

Trzeba balansować na granicy kreowanego przez samego siebie, a żyjącego na blogu. W pierwszym przypadku, gdy dajemy czytelnikowi bardzo mało z siebie, ma on wrażenie, że kreujemy się takimi, jakimi chcemy być postrzegani rzadko będąc takimi w rzeczywistości. I takim sposobem na Instagramie widać sushi, które było kupione w biedrze, sportowy samochód, którego właściciela nawet nie znamy, a dobre i markowe ciuchy widać na nas jedynie w przebieralni. Zawsze mnie tacy ludzie śmieszyli.

Jest jednak druga strona medalu. Gdy bloger (i nie tylko) przenosi całe swoje życie do social mediów. Wpisy na blogu w stylu Patrzcie jakie mam czyraki  miałby pewnie niezłe wzięcie, ale budzi to jednak pewien niesmak. Pokazywanie całej prywatności po przekroczeniu pewnej granicy zaczyna być żałosne. Po co czytelnik ma widzieć twoje selfie od ginekologa lub przeczytać, że masz jelitówke?

Dzięki bogu blogerzy, których czytam i lubię nie są po żadnej z tych stron. Balansują ze smakiem i wyczuciem pomiędzy nimi. Robią czasami coś na pokaz, ale i też nie wrzucają zdjęć z chwil, które są zarezerwowane dla prywatnej sfery człowieka. Sam przy pierwszych wpisach ustaliłem swoje granice i to na co mogę i chcę sobie pozwolić pisząc bloga, czy wrzucając fotki na fejsa. Tym sposobem na przykład unikam pisania w weekendy (no może nie unikam, ale nie rezerwuje specjalnie czasu na pisanie, tak jak w tygodniu), ponieważ wtedy mam wolne i chcę spędzić czas z najbliższymi osobami i zająć się prywatnymi sprawami. Oczywiście, gdy mam chwilę to poświęcę ją na napisanie kolejnego tekstu, wrzucenie fotki, czy napisanie czegoś na fanpage. Jednak jak to zwykle bywa – czasu brak.

Z tego powodu wielu rzeczy, które mógłbym opisać i pokazać u mnie nie zobaczycie (i spodziewam się, że identycznie jest u każdego szanującego się blogera). Nikomu nie wchodzę na przykład do łóżka i portfela. Dlatego też najbliższych i moje prywatne lub zawodowe sprawy pozostaną tutaj raczej pominięte. No.. może z drobnymi napomknięciami. Jestem tutaj sobą i piszę swoje zdanie. Ten blog jest mój i taki pozostanie. Wydaje mi się, że każdy kto pisze blog osobisty, lub lifestylowy od początku powinien ustalić sobie granice, gdzie kończy się bloger, a zaczyna prywatna osoba i ich nie przekraczać. W drugą stronę również. Można wspominać o blogu i rozmawiać o nim z bliskimi, gdy potrzebujemy lub temat się wpasuje. Bycie na siłę blogerem na urodzinach babci, która pewnie nie wie nawet co to blog też jest mocno średnie. Sprowadzanie każdej rozmowy do bloga sprawi, że będziemy samotnymi blogerami. Już chyba bardziej znośne jest sprowadzanie każdego tematu do seksu, bo tu można się pośmiać, podniecić i jeśli odpowiednie osoby rozmawiają to nawet przejść do czynów.

Z przesadną naturalnością i wszechobecnością blogera w człowieku niesie się takie samo ryzyko jak z przesadnym kreowaniem siebie na wyrost. Blogerka modowa, która ubiera się w Tanim Armanim, a na Instagramie ma zdjęcia w ciuchach od Prady prędzej czy później stanie się ofiarą własnego pozerstwa, bo zacznie się ośmieszać. Można czasami zrobić coś na pokaz, ale według mnie to musi też być widać, że to celowe.

Pamiętajcie. Bloger to bloger, wy to wy. Granice są w każdą stronę.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno