...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Jak przeżyć bezstresowo dzień w pracy

Lifestory

Mało kto potrafi wstać rano w poniedziałek i nie zastanawiać się nad sfingowaniem własnej śmierci, byle by nie iść do pracy i zostać jeszcze w łóżku przez chwile… tak do emerytury najlepiej. Miejsce pracy po weekendzie jest poza naszym kręgiem swobody. Po dwóch dniach, podczas których i tak nie wypoczęliśmy nie mamy ochoty wracać tam na kolejne pięć by znowu odpocząć (i tak nie odpoczniemy). Nie ma też człowieka, który przynajmniej raz w miesiącu by tak nie pomyślał. Po prostu nie ma.

Łatwo mówić, ale pytanie jak chociaż trochę złagodzić ten ból, a przez następne osiem godzin jakimś cudem przeżyć i ostatkiem sił wrócić do domu. Poniżej kilka moich porad, z których każdy z was coś sobie na pewno dopasuje do swojego stylu bycia i mam nadzieję, że pomoże to wam tak jak mi pomaga.

 

1. Wstań odpowiednio wcześniej.

Wiem, że sen jest na miarę złota i wielu z was woli w piętnaście minut się uszykować i wybiec z domu w pośpiechu tylko po to, by pospać ledwie kwadrans dłużej. Wstanie odpowiednio wcześniej daje nam luz z rana. Czas na wypicie kawy podczas oglądania wiadomości lub sprawdzania fejsa. Jednym słowem zaczynacie dzień od chwili dla siebie. Co w trakcie tej chwili zrobicie zależy od was. Możecie wypić ulubiona kawę, zjeść śniadanie, leżeć przytulonym do drugiej osoby, albo wziąć orzeźwiający prysznic. Wszystko to co dobrze wam się kojarzy i nie sprawi, że od rana będziecie kurwować, że trzeba iść pracować. Żeby takie wstawanie odpowiednio wcześniej miało sens musicie też je odpowiednio zaplanować. Ja wstaje w tygodniu 6:30 i obserwując mój organizm stwierdziłem, że w zależności od tego co robię poprzedniego dnia powinienem położyć się spać między 23 a północą. Zwykle jest to połowa tego czasu i tym samym mam piękne 7 godzin snu, a rano mam godzinę między budzikiem a rozpoczęciem pracy. W tę godzinę mam czas na kawę, wiadomości i spokojne wyjście do pracy. Bez stresu od samego rana.

 

2. Przychodzisz do pracy, żeby pracować.

Nikomu się nie chce. Nie ma co się łudzić. Jednak trzeba zrobić swoje i tyle. Jeśli to co robisz nie podoba Ci się to masz po prostu złą pracę, a jeśli akceptujesz to mimo, że to nie jest praca marzeń to przynajmniej masz zdrowe podejście. Jak skupisz się na tym co masz zrobić, albo na czymś co robisz, byle by nie pracować to czas szybciej minie. Patrząc na zegarek i gapiąc się w ścianę męczysz sam siebie, a w dodatku z tyłu głowy pojawi się stresik, że ktoś zobaczy Twoje lenistwo, a wiadomo – skoro masz czas się nudzić to znaczy, że masz za mało obowiązków. Od tego jest tylko rzut kamieniem do kolejnych obowiązków i większej ilości stresu. Skup się na swoim, a czas przyśpieszy.

 

3. Zoptymalizuj i uatrakcyjnij swoje miejsce pracy.

To, że na początku był chaos nie oznacza, że musisz go mieć w pracy. Nie ważne, czy pracujesz za biurkiem, w kopalni, czy w fabryce. Zawsze możesz tak ułożyć swoją pracę, by była harmonijna i wygodna. Nawet jeśli uzywasz tylko taśmy do klejenia to możesz według swoich predyspozycji i trzymać, odkładać i używać jej tak, że nie musisz się zastanawiać nad pierdołami, a jedynie skupić się na tym co robisz. Warto mieć jakiś gadżet w swoim otoczeniu, który stanie się odstresowywaczem. Gdy pracowałem przez pół roku w domu moim gadżetem było drzewko bonsai i piłeczka antystresowa – działały idealnie.

 

4. Nie zaglądaj innym do portfela

To chyba najważniejszy aspekt, gdy pracuje się wśród ludzi. Zawsze ktoś będzie zarabiać więcej, a ktoś mniej. Interesowanie się tym ile ktoś zarabia, ile zarabia jego partner jest strasznie toksyczne. Z tego powodu nie lubimy swojego szefa, współpracownika, a nawet podwładnego bo okazuje się, że zarabia raptem kilka stówek mniej od nas, a przecież jesteśmy o szczebel wyżej. Do pracy przychodzimy, żeby zarabiać swoje pieniądze. To jaki stan konta ma osoba obok sprawia, że równamy w dół i skoro ja zarabiam tyle o jakim prawem ona zarabia więcej. Owszem jeśli robicie to samo, tak samo i tyle samo czasu jesteście zatrudnione, a są różnice w zatrudnieniu to warto spytać o powód, bo może się podpadło czymś albo coś. Jeśli koleżanka zarabia więcej to nie zawsze oznacza, że dała komuś dupy.

 

5. Zostawiaj nerwy tam, gdzie je dostałeś

Pokłóciłeś się z dziewczyną? Na uczelni oblałeś egzamin? W pracy dostałeś opieprz za nic? To wszystko tyczy się konkretnego miejsca i sytuacji. Jeśli jesteś zła o zlew pełen naczyń? To nikogo w pracy nie obchodzi. Masz być tam miła i robić swoje. To działa w każdą możliwą stronę i niestety mało kto potrafi nad tym zapanować. Pamiętam na zajęciach z Postępowania Cywilnego był temat „Co sędzia jadł na śniadanie”. To najgorszy przykład przenoszenia życia prywatnego do pracy. Wyobraźcie sobie, że Pani Sędzia pokłóciła się bardzo mocno z mężem o godzinie 7:00, a o 7:30 ma rozstrzygnąć sprawę o ustalenie praw do opieki nad dzieckiem. Owszem będzie działać jako niezawistny sędzia ale jeśli mogla dać alimenty 300 lub 400 zł to gwarantuje, że da 400, bo facet to świnia.

 

6. Jeśli masz coś zrobić w pracy jutro – zapisz na karteczce

To typowa odsiewnia myśli. Jeśli jutro mam poprawić literówki w sprawozdaniu to zapisuje to na kartce i zostawiam na biurku. Tym sposobem nie siedzę w domu z myślami „pamiętaj o literówkach.. jutro literówki.. PAMIĘTAJ!” Mogę spokojnie iść do domu, a nawiązując do poprzedniego punktu zostawiam stres i myśli w pracy, a w domu skupiam się na tym co interesuje mnie w nim. Rano wrócę do miejsca pracy i kartka mi przypomni. Starajcie się nie robić przypomnień na telefonie (chyba, że służbowym), bo tym sposobem pisząc smsa do ukochanej będziecie mieć wbitą szpilkę w potylice odnośnie tematu z pracy. Dużo lepiej sprawdza się robienie prywatnych przypomnień na służbówce.

 

Takich porad mógłbym jeszcze kilka wymyślić, jednak te sześć podstawowych na pewno sprawią, że będzie Ci się odrobinę przyjemniej i trochę mniej stresowo żyło te kilka godzin dziennie w pracy. Należy pamiętać, że to tylko praca, że zawsze można ją zmienić i co by się nie działo po ośmiu godzinach wrócimy do domu, a tam możemy mieć wszystko w dupie.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno