...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Już wiadomo co niszczy polską Blogosferę! Sprawdź sam

Bez kategorii

Ostatnio mało aktywny na blogu byłem, bo pochłonął mnie bez reszty Ghost Recon: Wildlands, który jest na prawdę obłędny i o którym napiszę wkrótce również na blogu. Mała aktywność w pisaniu jednak przełożyła się w dużym stopniu na czytanie i obserwowanie blogosfery. Zarówno wielkie blogi jak i te nowo powstałe od jakiegoś czasu zaczęły ewoluować i może nie tyle co one same, co podejście autorów do nich i do reszty. Nigdy nie byłem środkiem blogosfery i a jak każdy wie najlepiej obserwuje się z delikatnej odległości. Co jednak potrafi być mylne, bo czego człowiek niedosłyszy to sobie dopowie.

Od zawsze to społeczeństwo dzieliło się na kilka typów ludzi. Blogerów, którzy robili swoje i byli świetni (jak Haloziemia), tych, którzy byli zawsze po drugiej stronie konfliktu (jak Kominek), takich, co pokazywali, że warto cieszyć się życiem/rodziną/pracą (Zuch lub Michał Górecki) itp. To oczywiście takie topowe przykłady tych kategorii. Oprócz nich była masa przeciętniaków i całe morze słabych blogerów. Każdy miał swoich czytelników, swój content i to działało. Ewolucja pokazała jedno. W blogosferze są pieniądze i sława i nagle ludziom odbiło. Każdy stwierdził, że zostanie Influencerem i podreperuje swój budżet domowy albo patrząc na zdjęcia tych wielkich – zacznie zarabiać pisząc trzy strony A4 w tygodniu. Taka ewolucja musiała nastąpić w momencie, gdy przestano (chociaż nadal tak się traktuje) nas traktować jak tanią siłę roboczą. Ludzie zdali sobie sprawę, że mając kilkadziesiąt tysięcy UU miesięcznie dorównujemy gazetom, które można kupić w sklepie lub w postaci ebooka. A tworzy to JEDEN człowiek. Ludzie zmienili podejście do nas i do całej blogosfery/vlogosfery, a przez to blogerzy i „blogerzy” również zmienili swoje podejście. Może mi ktoś zarzucić, że gówno wiem, bo raptem dwa lata jestem tutaj i pewnie zaraz można pomyśleć, że stworzyłem bloga, by na nim zarabiać. Po dwóch latach zaliczyłem tylko drobne współprace i jakoś dalej piszę równie chętnie. Będzie kasa to będzie. Póki co robię swoje. Jednak to co dzieje się dookoła przypomina trochę organizm, który zaatakowała choroba, która powoli ale zauważalnie robi spustoszenie w słabszych komórkach. Ewolucja? Zepsucie? Czy „dobra zmiana”?

Moje punkty widzenia

Skandaliki, okłamywanie w statystykach, clickbaity, gwiazdorzenie, chamstwo kończąc na najbardziej poniżających zabiegach, jak kupowanie obserwujących i subskrybentów na allegro itp. Wszystko przez pryzmat dolara, pln’ów i euro. Nie da się nie zauważyć, że Blogosferę od jakiegoś czasu zalewa brzydko mówiąc masa gówna, która uważa się za oryginalnych. Ci wszyscy na siłę pokazujący, że wszyscy się mylą, bo przecież każdy się myli tylko nie oni. Te wszystkie matki, które jeszcze twierdzą, że każda jest inna, a tym czasem jedna na sto nie pieprzy tego samego tylko innymi słowami. Każdy twierdzi, że jest wyjątkowy i to on znalazł złoty środek na blogowanie. Nie chcę oczywiście nikogo urazić ale wybierając sobie temat czy to odnośnie dzieci, stylu życia, gotowania, mody to połowa „nowych i wyjątkowych” blogerów pisze np. „dlaczego lepiej gotować ryż w woreczku zamiast luzem?”, a druga połowa: „dlaczego powinno się gotować ryż luzem zamiast w woreczku”. Tytuły rzuciłem losowo, ale tak to wygląda. Przeciętny nowy „Influencer” staje okoniem do tego co czyta i to co przeczyta kreuje jego bloga. Tym sposobem myśli, że jest ten wyjątkowy i jedyny. Są tysiące takich jak on. Połączymy to z skandalowym clickbaitowym tytułem, który kompletnie nie ma nic do treści „Nie gotuj ryżu w woreczkach/luzem! Sprawdź dlaczego!”. To trochę lekceważące w stosunku do czytelnika, który jest traktowany jak idiota w momencie, gdy chwytliwy tytuł nie niesie za sobą nic więcej oprócz chwytu marketingowego. Bloger cieszy się z klikania, a czytelnik ma delikatny niesmak. Pomijam wszelkie fake news powielane tylko dla klikania.

Z drugiej strony tego świata są Ci więksi, którzy zarabiają poważne pieniądze na blogach i stworzyli z tego swoje źródło utrzymania. Niestety, ale części z nich można zarzucić w pewnym stopniu rozleniwienie i opieszałość, która skutkuje wrażeniem „My swoje już dla tej sceny zrobiliśmy, teraz niech inni się martwią”. Niestety tak nie jest, bo wciąż są autorytetami i wzorami. Kijanki blogosfery widzą duże żaby i takimi chcą być od razu. Nie znali poprzedników zanim Ci się wybili i nie dostrzegają pracy, bo nawet jeśli któryś dobry bloger wrzuci zdjęcie o 3 w nocy, że siedzi nad tekstem, by był on dobry to traktowane jest to jako popisywanie się i robienie z siebie rzemieślnika, który tworzy arcydzieła. Nie chce urazić tutaj tych blogerów, którzy nadal uczą jak wyjść na ludzi w blogosferze. Kto taki jest to będzie wiedział.

zobacz drugi punkt widzenia

Moje punkty widzenia

Ciężko jednak walczyć z ta ewolucją. Kiedyś wstydem było mieć bloga, bo uważano Cie za wyrzutka, który nie miał znajomych i wylewał swoje smuty na blogu. Nikt nie chciał na tym zarabiać. Pisał, bo chciał. Trzeba było być chorą na umyśle kobietą pisząc i wrzucając zdjęcia swoich dzieci. Ciuchy za zdjęcia? Tylko modelki. Nadeszła zaraz era naszej klasy, a zaraz facebooka. Ludzie zaczęli pokazywać swoje życie prywatne osobom, które mają je w dupie. Bądźmy szczerzy, mając pięćset znajomych na facebooku może piętnaście obchodzi zdjęcie Twojego dziecka. Jednak dostajesz kilkadziesiąt lajków. Dlaczego? Bo ludzie lajkują taśmowo. Nawet jeśli Ciebie nie lubią klikną lajka w stylu „masz, ciesz się”. Po milionach zdjęć dzieci i jedzenia ludzie stwierdzili, że zaczną pisać na fejsie co to nie robili dzisiaj. Siłownia, spacer, luźny stolec – wszystko i to też czasami zgarnia lajki. „Ktoś mnie czyta, ktoś mnie lubi, może moje zdanie się liczy?”. A stąd już tylko kilka kroków do rejestracji na np. blogspocie i stworzenie prawdziwie wyjątkowego bloga. A skoro blogerzy zarabiają to ja też chce i na pewno mi się uda, bo przecież na fejsie jestem lubiana przez znajomych i pewnie nieznajomi pokochają moją twórczość. Nie ważny warsztat, doświadczenie, ani nawet znajomość podstaw działania social mediów. Polubimy kilka blogów, popatrzymy jak działają i „zainspirujemy się nimi”, a gdy zobaczą, że to nie działa to logiczne jest, że jeśli nie dobrym contentem to sposobem zdobędą czytelników i statystyki. Puste clicktbaity, lewe staty, kupowanie lajków na allegro i już. Powtarzają sobie, że to na dobry początek, żeby zasięgi były znośne, a później już na pewno pójdzie. Niestety dla ludzi przestaje być ważne o czym piszesz, czy dobrze piszesz i jaki masz warsztat. Przed tym jest ważne ile masz odsłon i najważniejsze – ile UU? Jeśli tanimi sztuczkami lub tanimi lajkami nie dadzą rady to próbują stworzyć virale, które opierają się albo na skandalu albo na kłamstwie. Ewentualnie skoro na profilu prywatnym ludzie lubią nasze dziecko to wrzucimy nasze dziecko też na fanpage. Ja wrzucam swoje jedzenie i jakieś pierdoły na Instagram, czy Facebook. Nie twierdze, że nie. Nie uważam, też żeby ładne jedzenie było złym contentem. To lifestory, które zastąpiło lifestyle.

Co do wielkich blogosfery to nie można ich winić nawet za ich lenistwo. Zapracowali i odcinają kupony. Są dobrzy w tym co robią i mogą trochę spuścić z tonu jeśli chodzi o walkę o czytelnika, bo czytelnik do nich wróci. Wiedzą, że tworzą porządne treści i zasłużyli na zaufanie, które nie jest karmione tekstem co trzy dni. Tego nie mają nowi, muszą ślęczeć nad tekstem, a i tak nie będzie on taki dobry. Nawet jeśli pierwszoligowy bloger oleje Twoją prośbę o poradę itp. Nie dziw mu się. Po pierwsze takich próśb ma masę, po drugie masz konferencje, szkolenia, książki, ebooki. Ich nikt nie uczył i dali radę, a Ty szukasz, że ktoś za Ciebie znajdzie złoty środek.

zobacz drugi punkt widzenia

Zmieniamy się, ludzie się zmieniają i zmienia się podejście człowieka do tego co robi. Nie zmienia się jednak to, że nawet jeśli coś wydaje się łatwą kasą i w dodatku legalną to zapewne w rzeczywistości tak nie jest, bo to co widzimy na blogach, Instagramie, czy Facebooku to tylko pozowane zdjęcia, które pokazują jedynie owoc pracy, a nie to ile godzin poświęcają ludzie na osiągnięcie tego. Mam nadzieję, że wszelkie matki prowadzące bloga o pociechach nie poczują się jakoś przeze mnie negatywnie oceniane. Wasz blog, wasza sprawa co na nim umieszczacie. Ja nawet czasami czytam tego typu blogi, bo zdarzają się ciekawe treści.

Jedno do każdego z osobna i wszystkich razem na koniec. To, że każdy z Was jest wyjątkowy to w dużej mierze bujda. Wyjątkowi jesteście tylko dla najbliższych. Dla czytelnika, czy nieznajomego jesteście zwykłym przeciętnym Kowalskim. Jeśli faktycznie nie piszecie o tym co wszyscy inni to udowodnijcie to pisząc o czymś innym, a nie powielając maglowane milion razy treści i powtarzać „Ja zrobiłem to inaczej”. To tak nie działa.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno