...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Każdy inny, wszyscy tacy sami

Lifestory

Każdy z nas jest inny. Każdy ma swój charakter, każdy z nas powtarza niejednokrotnie „ja nie jestem jak inni”. Jednak, gdy głębiej się nad tym zastanowić to większość z nas nie różni się zbytnio od innych osób z naszego społeczeństwa. Nasza odmienność i różnorodność uwidacznia się jedynie w sytuacjach dla nas wygodnych. Nie chcemy wystawać przed szereg, bo to naraża nas na bycie na celowniku. Zostanie obiektem drwin ze względu na oryginalność lub odmienność jest zbyt dużą ceną i mało kto potrafi pokazać swoje prawdziwe ja, wyjść z szafy i czuć się dobrze we własnej skórze.

Nasze hobby, pasje i zainteresowania ograniczamy tak, żeby można było z nami o tym pogadać, żeby móc zabłyszczeć w towarzystwie w stopniu takim, żeby nas nie uznali za dziwaków. Bo jeśli interesuje nas Władca Pierścieni i Hobbit to fajnie znać jakaś ciekawostkę jak np ze Gimli był najwyższy z obsady, a grał krasnoluda. Jednak jeśli będziemy znać biegle elficki to staniemy się już ciekawostką rodem z Zoo. Eskalacja naszej oryginalności (tudzież odmienności) tylko dla części ludzi będzie czymś „WOW”. Reszta będzie uznawać nas za dziwaka, a to rozejdzie się o wiele szerzej niż podziw dla naszej osoby.

Polska ma swoją mentalność i tego nie zmienimy. Małymi kroczkami, bazując na serialach, modzie i zwyczajach zachodu jakoś to do przodu idzie. Co raz mniej zaskakuje ktoś, kto zbiera komiksy, figurki, jeździ na jakieś zjazdy, zloty (i to nie motoryzacyjne). Dobrym przykładem może być nasz E-Sport. Od zawsze w wielu grach byliśmy mocni. Od pamiętnego mYm na CS 1.6, przez wiele mniejszych gier kończąc na obecnie najsławniejsze Virtus.pro. Pierwsze IEM było szokiem dla całego niewtajemniczonego kraju. Ludzie pukali się w głowę, że to głupie gry, że to niszczy życie i oczywiście wzbudza agresje. Zbladło wiele twarzy, gdy zobaczyli, że spodek pęka w szwach, a oglądalność online była większa niż nie jeden mecz naszej reprezentacji w piłkę nożną. E-Sportowcy jako pierwsi wyszli z szafy. Pokazali, że można grać na komputerze, zarabiać, być mistrzem, a mimo to mieszkać na swoim, mieć rodzinę i nie być chorobliwie otyłym człowiekiem z resztkami chipsów na brzuchu. Postaci z komiksów przestały być ciekawostką dla pryszczatych nastolatków, a przebranie się na imprezę przez atrakcyjną laskę za Misty z Pokemonów zaczyna być co raz normalniejsze i w dodatku wyrównuje to w pewnym sensie szanse podrywu dla ludzi, którzy w wieku +20 jarają się komiksami itp. Bo skoro laska przebrała się za ww. Misty to jest cień szansy, że co nie co wie o tym uniwersum lub o czymś powiązanym. Nawet przyznaję, że związki kujon-laska, ciacho-cicha myszka stały się czymś co raz powszechniejszym. Już ładna laska nie musi mieć tempego pakera, a Nerd nie musi mieć dziewczyny w wełnianym stwetrze i okularach. W dodatku można na co dzień być pakerem, kolesiem spod bloku, barbie albo najpopularniejszą laską w klasie, a w domowym zaciszu grać w nie wiem? World of Warcraft, lub czytać Sapkowskiego namietnie. Bycie głupim, ale ładnym przestało być już stałym połączeniem.

To wszystko jednak nadal jest mocno hamowane. Wyrażamy siebie głównie jedynie przed osobami, które to docenią lub są podobni. Umawiając się na randkę w ciemno nie zaczniecie gadać o czym był ostatni odcinek Sherlocka, albo że dzień wcześniej zamówiliście w stanach kolekcjonerską figurkę z 85 roku za cenę trzymiesięcznego czynszu. Nawet więcej. Gdy laska lub koleś spyta czym się interesujecie, to swoje pasje albo przemilczycie delikatnie, albo ukryjecie je pod jakimś farmazonem. Oglądasz Anime – powiesz, że lubisz seriale, bo po co ma wiedzieć, że lubisz chińskie bajki. To dziecinne przecież i powie Ci na ra.  Co jednak okaże się, że osoba której nie podejrzewacie jest ukrytym geekem albo gamerem? Mam dobrą znajomą, która grała swojego czasu tyle w WoW’a, że nieprzespane nocki to prawie norma. Trzeba było zrobić level i raid przecież. Mijając ją na ulicy w życiu byście nie podejrzewali, że ma takie hobby. Jednak, gdy temat się nawinie odnośnie tej gry to potrafię z nią gadać godzinami, a postronni patrzą z mieszanym uczuciem. Jednak to mieszane uczucie nie jest spowodowane tym, że gadamy o jakieś tam grze, tylko jest to mieszanka podziwu, że coś tak wciąga i można o tym tyle dyskutować i zazdrości, że samemu się nie jest czymś tak pochłoniętym. W takiej rozmowie jesteś w pełni sobą i czujesz się swobodnie. Przez chwilę rozmowy z osobą, którą jara to samo co Ciebie możesz być graczem, poetą, rzeźbiarzem, fetyszystą czy emo. Przez chwilę jesteś taki jakim chcesz być i w dodatku akceptowany

Każde nasze bycie sobą jest nieustannie hamowane. Społeczeństwo, brak odwagi, niepisane zasady i obawa przed alienacją sprawiają, że jesteśmy sobą tylko do pewnej granicy. Przekroczenie jej już jest pewnego rodzaju faux pas i tylko czekać, aż przestaniemy pasować kolegom, pracodawcy i rodzinie. Powiedzą, że zmieniłeś się i że kiedyś byłeś inny, normalny. Tak na prawdę nie byłeś inny. Tylko taki jaki pasowałeś im, a Twoje prawdziwe ja przestało im odpowiadać, bo nie taką osobą się chcą otaczać. Nie powinno być tak, że osoby lubi się takimi jakimi są, a nie takimi jakimi nam odpowiadają?

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno