...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Kiedy kolos upada….

Media

O Janie Kulczyku przeczytałem pierwszy raz jeszcze w liceum, gdy do przedmiotu WOS robiłem regularne prasówki. Powodowało to, że tydzień w tydzień bywałem w lokalnym sklepiku z gazetami i patrzyłem co nowego w polityce, biznesie i ogólnie na świecie. Na początku każdego roku Forbes przedstawiał listę najbogatszych Polaków. Tak było i wtedy. Na pierwszym miejscu On i małżonka (jeszcze przed rozwodem). Za nimi nie było długo nikogo jeśli chodzi o majątek, a i drugie miejsce nie było okraszone małym majątkiem.

Czytałem artykuł. Chciałem poznać jak jedno małżeństwo tak się wzbogaciło i tak doskonale prosperuje majątkiem. Od pierwszego akapitu było widać, że Kulczyk wyprzedza o lata jeśli chodzi o wizję biznesu innych biznesmenów, którzy żyli co najwyżej w czasach ówczesnych, a niejednokrotnie jeszcze w poprzednim ustroju. Wizjonerowi świetnie dotrzymywała kroku małżonka, a po rozwodzie dowiodła, że sama też jest równie zdolna jak jej były.

Rozwój, brak kompromisów i wszechstronność w biznesie to według mnie wyznacznik dobrego przedsiębiorcy i z żalem patrze na małe firmy, które świetnie prosperują, a przez brak powyższych cech u zarządzających nimi ludzi stoją w miejscu lub w końcu upadają. Tych cech nie brakowało największemu biznesmenowi. Żadna z jego inwestycji nie miała tylko przynosić zysku. Miała się rozwijać, tworzyć nowe, lepsze jutro biznesu. Zysk gonił zysk, a on sam stawał się potęgą. Przy tym wszystkim nie robił z siebie gwiazdy. Nie był pajacem, który jeździł na lodzie, tańczył czy śpiewał. Był biznesmenem od A do Z.

Był też filantropem, miłośnikiem sportu i kultury. W wielu dziedzinach odcisnął swój ślad i zawsze był to pozytywny ślad. Prywatnie czytając o nim można odnieść jedno wrażenie – równy gość. Kultura, klasa i szacunek do drugiego człowieka. Patrząc na jego wypowiedzi w mediach zawsze miałem wrażenie, że mógłbym go spotkać na ulicy i zaprosić na kawę – ot tak tylko dlatego, że w pewnym stopniu był moim wzorem, a podczas rozmowy czułbym się jak równy z równym.

Dzisiaj ludzie mogą już tylko wspominać Geniusza i zgodnie stwierdzić że takich jak on w naszym kraju zdarza się co najwyżej kilku – kilkunastu na pokolenie, z czego połowa nie wykorzystuje swojego potencjału lub robi to w zła stronę.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno