...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Komu dzisiaj zleciłeś własną robotę?

Lifestory

Spychologia to jedno z chyba najczęstszych zachowań jakie można w dzisiejszych czasach zaobserwować. Chociaż w brew pozorom dość ciężko zauważyć jak często robimy to właśnie my. Wyręczamy się w każdej możliwej sytuacji, żeby tylko nie opuszczać wygodnego fotela, łóżka i nie ruszać się sprzed komputera i telewizora. Tłumaczymy sobie, że to zwykła prośba lub polecenie nie zdając sobie sprawę, że spychamy własne obowiązki na drugiego człowieka.

Ze spychologią mamy do czynienia od najmłodszych lat, gdzie już jako kilkulatek mogliśmy usłyszeć podobnego rodzaju dialog:

  • Mama: Kochanie idź do sklepu (tekst do ojca)
  • Tata: Synu! Idź do sklepu (tudzież Córko!)

 

Każdy z nas zaliczył taki scenariusz i niestety ciężko było w wieku 7 lat wytłumaczyć rodzicowi, że twoje klocki lego bardziej jak jego film nie mogą czekać i ze spuszczoną głową ruszaliśmy na wyprawę do spożywczaka na osiedlu. Podobnie sytuacja miała się w szkole, podczas dorastania i już teraz – w dorosłości. Chociaż trzeba przyznać – teraz jest hardkor w porównaniu do wcześniejszych lat. W pracy oczywiście bijemy rekordy spychologii. Dyrektor każe kierownikowi, kierownik zmianowemu, zmianowy nam, a my mniej charyzmatycznemu pracownikowi. Wiele jest takich lub podobnych łańcuchów i ważne, żeby nie być na żadnym z jego końców.

Jeśli jesteś na początku i każesz komuś zrobić swoją robotę to zapomnij, że jesteś sprytny i super, bo wyręczyłeś się innym. Nie. Jesteś zwykłą, leniwą pipą, której nie chce się, a już na pewno nie potrafi poradzić sobie z prostym zadaniem i zleca je komuś, kto w pewnym sensie jest niżej. Jedyny przypadek, kiedy nie widzę nic złego w spychaniu roboty na kogoś innego jest poproszenie kogoś z argumentacją, że jest lepszy od nas, a my nie umiemy tego zrobić jak należy. Nawet jeśli wtedy skłamiesz to oficjalnie jesteś niedojdą, ale taką niedojdą, która nie boi poprosić się o pomoc. Pół sukcesu, ale przynajmniej nie sto procent porażki.

Z kolei bycie na końcu łańcucha spychania oznacza, że jesteś tak mało liczącym się ogniwem, że każde gówno może spłynąć na Ciebie, a Ty nic z nim nie zrobisz, bo już nie ma nic za tobą. Oznacza, że albo lubisz być pomocny i uważasz siebie za dobrego kumpla, który bezinteresownie pomaga, albo zwyczajnie masz tyle charyzmy co temperówka i spuszczasz głowę przyjmując kolejne papiery na siebie. Jeśli tak robisz to możesz o jednym zapomnieć – o uznaniu. Jeśli robisz czyjąś robotę to nie dostaniesz awansu. Nawet jeśli robisz to dla kumpla, to zapomnij, że przy rozdawaniu premii on Ci połowę odda. Co najwyżej postawi Ci piwo zostawiając sobie tym samym furtkę do kolejnego wykorzystania Twojej osoby.

Łatwo opisywać, a pytanie jak sobie z tym wszystkim radzić. Jak nie być elementem łańcucha, albo jeśli już musimy to nie być na żadnym z końców.

Po pierwsze. Nie przyjmuj niczyjej roboty i nie zlecaj jej. Rób swoje, a gdy widzisz, że ktoś próbuje wcisnąć Ci swój projekt mówisz, że masz w dupie, bo swoją robotę robisz sam i tyle. Problem oczywiście jest tutaj jeśli spychającym jest nasz przełożony. Wtedy albo się wykręcamy natłokiem spraw, albo szukamy kogoś kto będzie lepszy do tego. Tutaj jest jedna zasada. Jeśli zbieracie pochwały za zepchnięty na kogoś projekt lub zadanie to nie zapominajcie o tym. Kiedyś, czyjaś robota będzie tak dobra, że ktoś was doceni, a wy zapominając o pomocniku możecie się przejechać, gdy przyjdzie do weryfikacji waszych umiejętności. Warto dlatego pokazywać, że daliście radę sami, ale potrzebowaliście pomocy eksperta w tym czy w tamtym (i tu wskazujecie na kolegę). Tym sposobem możemy pomóc sobie i komuś.

W przypadku równorzędnych stanowisk spychamy robotę tylko w sytuacji, gdy potrzebujemy kogoś bardziej oblatanego w danym temacie. I tutaj też nie zapominamy o pomocniku. Bo kto uwierzy, że księgowa przygotuje wypasione wykresy i zestawienia graficzne, podczas gdy ledwo obsługuje komputer poza wyuczonymi programami?

Nie da się całe życie jechać na czyimś garbie, ani nosić nikogo na swoim. Trzeba robić swoje i pamiętać, że skoro już ktoś pomaga nam lub robi coś za nas to trzeba umieć powiedzieć głośno, że nam pomógł, a nie tylko napisać smsa o treści: dzienks.

Bloga też piszę sam, ale mam ekspertów do różnego rodzaju pomocy. Bo ja tylko pisać umiem, a i to na wyrost określiłem właśnie. Pomocnikom mówię: dzienks 😉

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno