...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Ludzie, chcecie za bardzo.

Bez kategorii

Od jakiegoś czasu kreuje się znaczny trend w robieniu wszystkiego na 300% i nie mówimy tutaj o wynikach w pracy, czy szkole. Tutaj większość z nas zabiera z tego wyniku jedno zero i ma minimum maturalne, które jest dla nich sufitem i podłoga jednocześnie. W miejscach, w których powinniśmy się starać robimy minimum, a w pozostałych kreuje się przerost formy nad treścią.

I tym sposobem mało, która osoba potrafi chodzić na siłownie tak po prostu. Tam trzeba wyglądać lepiej niż się ćwiczy, a każda wizyta w takim miejscu nie może się obyć bez informowania wszystkich dookoła. Social Media, spotkani znajomi po drodze i nawet Pani w sklepie musi wiedzieć, że ta woda to na siłownie. Ale przepraszam. Teraz nie chodzi się na siłownie, a nawet jeśli to mało kto tak to nazywa. Chodzimy do Fitness Clubu, mamy kartę członkowską i jakieś darmowe badziewia jak koszulka, w której obowiązkowo chodzimy tam, bo przecież jesteśmy tacy Fit. Facet nie trenuje już dla siebie, własnego zdrowia i samopoczucia. Trzeba dorobić się ogromnej klaty i bicepsa, a później w za ciasnej koszulce w próbować wyrwać laskę na swoje jakże bogate wnętrze i ciekawą osobowość. Podobnie płeć piękna. Średnio kilka razy dziennie na Instagramie można przypadkiem trafić na zdjęcie, gdzie jedna lub druga świeci tyłkiem pokazując jak to przysiady sprawiają, że faceci się ślinią. Poważnie drogie Panie? Rozumiem, że chcecie się podobać i popieram zarówno ćwiczące kobiety jak i facetów. O ile nie bierzecie sterydów to jestem waszym fanem. Ale ćwiczenie przestało być ćwiczeniem. Trzeba to celebrować bardziej niż faktycznie to jest warte. Zapamiętajcie – ćwiczycie po to, żeby być zdrowym, sprawnym i zgrabnym. A to, czy komuś robi się ciepło w majtkach na nasz widok zawsze powinno być skutkiem ubocznym (ale również pożądanym). Tylko nie mówicie, że tak jest, gdy zachowujecie się chociaż w połowie tak, jak w tym akapicie.

Podobnie ze spotkaniami towarzyskimi. Obecnie mało kto wychodzi na piwko ze znajomymi (zwłaszcza w weekend). Nie. Trzeba melanżować i to tak, żeby pourywały się filmy i pogubiły cnoty. Nie jestem też jakiś święty – nie jedną dziką imprezę zaliczyłem ale tak czasami po prostu wychodzi. Nie idę spotkać się ze znajomymi mając w głowie plan sponiewierania się jak świnia, a jedynie przyjemnie spędzić czas w dobrym towarzystwie. Jeśli przy okazji poleje się morze alkoholu – cóż, zdarza się każdemu. Jednak cały mój facebook, twitter i inne formy kontaktu z ludźmi nie jest zasypany zdjęciami, statusami i informacjami o tym jak to chleje i ile to już nie wypiłem. Ilość wypitego piwa, którym się ludzie chwalą zawsze mnie trochę śmieszy. Bo co jest takiego super z wypicia dziesięciu piw skoro przy szóstym się urwał film, a na nowo świadomość odzyskałeś na chwile przy ósmym, bo puszczanie srogiego pawia na chodniku odrobinę otrzeźwiło Cię. To nie jest ważne – grunt, że masz miejsce w żołądku na kolejne dwa, a jutro spytasz jeszcze pijany „jak ja wróciłem do domu”.

Można tak wymieniać wiele aspektów życia codziennego: Ubieranie, rodzaj słuchanej muzyki, preferowane jedzenie (tak moi drodzy weganie – to w sporym stopniu do was), czy też kierunek studiów i kończąc na miejscu zamieszkania. Trzy ostatnie pozycje są chyba najlepszym przykładem przerostu formy nad treścią. Na pierwszym roku studiów prawniczych zawsze znajdzie się kilku chłopaków, którzy są dopiero co po maturze, a przychodzą na wykład z historii prawa w garniturze i z aktówką. Urwali się z Magdy M. chyba. Ale po niespełna miesiącu do garnituru dochodzi niesamowita wiedza na temat prawa i to oni między sobą przy kartonowym kubku kawy z automatu tworzą precedensy i między sobą uzasadniają wyroki sądu najwyższego.

Zaraz za studentami idzie miejsce zamieszkania. Wyrwie się jeden z drugim z wsi rodzinnej do większego miasta za pracą, studiami, czy nawet, by zamieszkać z kimś na koszt starych. I co? Wraca taki/taka globtrotterka po trzech miesiacach do swojej wsi, w której mieszka mniej niż tysiąc osób i zadaje pytanie w stylu: „Helloł? Gdzie tu można zjeść dobre sushi lub napić się Cosmopolitan?” Takie światowe, że nawet zamiast „Keczupu” to juz „Keczap” używają, a i tak kurwa przykrywa się kordłą i mówi „tam pisze”. Jak już taki światowy jesteś to pamiętaj, że słoma, którą masz w butach nie jest od Armanniego.

 

Nie można być już zwyczajnie sobą? Zwyczajnie się ubierać, studiować, ćwiczyć? Wszystko musi być lepsze niż jest w rzeczywistości – bo co ludzie powiedzą?

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno