...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Małomiejski bloger

Lifestory

Przyglądając się większosci znanych i lubianych blogerów zaczyna się wyczuwać pewną zależność. Większość mieszka w Warszawie, pozostali w innych dużych miastach jak Poznań, Kraków, czy też Gdańsk. Musze przyznać, że nie wiele blogerów i blogerek znajdziemy na wsi liczącej niespełna tysiąc mieszkańców. Pewnie i tacy się zdarzają, ale nie wiem czy tych znanych blogerów by sie uzbierało chociaz 10 na 100, którzy maja miesiecznie ponad 10tys UU i mieszkaja na małej wsi lub w mieścinie gdzieś po środku niczego. Bez starbaksa, galerii, stylowych lokali, ciekawych miejsc i daleko do modnych sklepów. To nie do końca lifestyle godny blogera. Jedynie DIY mi przychodzi na myśl jako dobry pomysl bloga na wieś – w końcu na wsi zawsze jest coś do zrobienia i można to ciekawie opisać.

Poza tym? No cóż. Nie ma co ukrywać – dobry bloger może mieszkać nawet w iglo, a i tak będzie ciekawy. Ale co z socialem, co z autopromocją? Z tym lansem, który widać na instagramach i fejsach? Tego może zabraknąc, a jak wiemy social media dawno przestały być jedynie dodatkiem do bloga. Można powiedzieć, że bloger tworzy kilka blogów. W końcu bloguje na fejsie, fotobloguje na instagramie i snapie, videobloguje na youtubie i periscope. To już inna kategoria wagowa. Tu już nie ma takiego przebicia tekst, który intryguje, ciekawi i zachęca do dyskusji. To jest bliższe osoby blogera i cięzko być równie interesującym skoro ma sie jedynie cztery kąty gdzies na końcu świata. Co ma pokazać? Różne ujęcia swojego pokoju? O ile nie pokazuje co chwilę nowych dań lub cichów ze współpracy barterowych to pozostaje już nie wielkie pole do popisu. W końcu nawet najładniejszy pokój pokazywany milion razy się znudzi, a zdjęcia na wiejskiej drodze nie zawsze są porywające (no chyba, że kobieta jest ładna wtedy nawet przy rozrzutniku gnoju zdjęcie może porwać). Bloger spoza dużych miast staje sie po jakimś czasie socialnie nudny. Musi się na prawdę mocno nawyginać i starać, żeby zachować świeżość i ciekawość osoby.

To moze pogrzebać niestety dobrego blogera, bo co z tego, że błyskotliwie ciekawie pisze, skoro on sam nie wydaje ciekawy dla widzów, bo ciężko tych z fejsa i instagrama nazwać czytelnikami. Taki bloger, jeśli jest względnie dobry musi liczyć się z podróżami w związku z kampaniami (jeśli bierze udział), a z kolei mało kto będzie zapraszać do współpracy i na imprezy blogera, który musi zapieprzać pół kraju żeby dwie godziny posłuchać jak ktoś się produkuje na mównicy.

Trzeba przyznać, że różnorodność wśród blogerów jest potrzebna i dobrze postrzegana. Nikt nie chce czytać w kółko tego samego i napisanego w ten sam sposób. A niestety identyczni blogerzy niosą identyczne lub niewiele różniące się od siebie myśli, teksty i zdjęcia. Co drugi pokazuje swoje buty, słoik z napojem (tego to nie rozumiem akurat) i kubek ze Starbucksa. Wygląda jednak, że ludzie chcą to oglądać, bo mało kogo interesuje, że piszesz swoje teksty na pięknej łące pod drzewem skoro nie ma przy Tobie jakiegoś loga. Pół biedy jeśli piszesz tekst na Applu.

 

Smutna ale jednak prawdziwa pointa jest taka, że niestety małomiejski bloger z trudem obroni się czymś poza swoimi tekstami, bo niestety nie bycie z Warszafki, Wroclove, 3city, Pozen czy Cracov pozostajesz jedynie blogerem z Wieślove

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno