...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Marzę o spacerze po Czarnobylu

My Best

Dzisiaj trzydziesta rocznica katastrofy w Czarnobylu. Miejscu owianym wręcz legendą, która jest wiecznie żywa. Dzisiaj to miejsce stało się swojego rodzaju Disneylandem dla ludzi, którzy jarają się miejską historią, która nie jest dostępna dla przeciętnego zjadacza chleba z racji właśnie tego, że jest niedostępna. I nie chodzi tu o kasę, a o to, że takie miejsca są albo niebezpieczne, albo brudne albo zwyczajnie straszne.

Te trzy cechy łączy Prypeć. Miejscowość w której mieszkało trzydzieści lat temu pięćdziesiąt tysięcy ludzi, a katastrofa w Elektrowni Czarnobyl zmusiła ich w trybie natychmiastowym do porzucenia wszystkiego co było im drogie. Nie było czasu na pożegnania, pakowanie się, a nawet możliwości powrotu po rzeczy, których zapomniano wziąć. Z dnia na dzień tętniące życiem miasto stało się radioaktywnym pustkowiem. Historie odnośnie miasta, elektrowni i samej katastrofy nie miały końca. Od błędu pijanego pracownika po teorie spiskowe, które miały upozorować agresje zachodu na Imperium Sowieckim. Większość tematów jest wciąż mglista i nie sposób dowiedzieć się prawdy, bo trupy nic nie mówią.

Sama Zona jest bajkowa w swojej surowej postaci. Bloki, place zabaw, basen i karuzela stoją dokładnie tak jak tamtego dnia. Wszystko praktycznie nie ruszone. Wszystko takie jak wtedy. Czas się zatrzymał, a cały światy poszedł dalej, popędził nawet. A tam ani na krok, ani na centymetr. Wszystko pod nadzorem wojska, które wpuszcza jedynie odpowiednie wycieczki i za odpowiednią cenę. Przy okazji ściśle wyznaczając gdzie, co i jak można, a czego nie.

Kiedyś tam pojadę. Przejdę między blokami, a w ręku będę miał licznik Geigera. Ubrany w kolor khaki ruszę w każdy możliwy zakamarek próbując odczytać z tego co zostało, kim byli ludzie tam mieszkający. Poznam w jakimś sensie ich historię i może sam stworzę własną teorię tego co się wydarzyło i jak przebiegało.

Oprócz samej Zony okolica oferuje nie tylko tamte bloki i karuzele. To też niesamowite nabrzeże z żurawiami z których można zobaczyć samą elektrownie. A gdy zatoczymy szerzej poszukiwania mamy szansę zobaczyć Oko Moskwy. Sławny radar pozahoryzontalny, który miał Związkowi Radzieckiemu dać przewagę nad złym Zachodem. A to wszystko tylko skrawek atrakcji jakie oferują okolice. Możliwość spotkania prawdziwego Stalkera, który żyje na co dzień w Zonie. Wyobraźcie sobie to. Koleś żyje w radioaktywnym lesie, je ryby złowione w wodzie nad którą jest sama elektrownia. Coś nie do pomyślenia dla nas, a dla niego jest codziennością, którą sam wybrał. Mimo, że jest bezdomny to wybrał to miejsce, a nie lokalny przytułek lub śmietnik miasto dalej.

To miejsce to prawdziwa historia i tajemnica. Owszem, w Polsce też takie mamy. Jednak te nasze są głównie związane z II Wojną Światową. Mało jest tajemnic w Polsce, które tak podnoszą tak adrenalinę jak właśnie ta. Mamy swój „złoty pociąg”, o którym pisałem już Co się stanie, gdy zgubisz złoty ząb? Tyle naszej tajemnicy, która nie została rozwiązania tylko i wyłącznie z powodu biurokracji naszego ukochanego Kraju. W każdym innym miejscu na świecie już dawno to, co znajduje się w Wałbrzychu było wykopane i stało się największym znaleziskiem drugiej wojny światowej. A tak? Chyba w promocji nadal można gdzieś kupić złoty szpadel.

Sam wybuch sprzed trzydziestu lat jest tragedią. Wiele osób ta katastrofa dotknęła zarówno osobiście przez stratę życia i zdrowia jak i materialnie. Przecież trzeba było zostawić dorobek życia i spieprzać, gdzie pieprz rośnie. Do dzisiaj odczuwają skutki. Choroby, mutacje i problemy. Nie jeden tamtejszy ojciec rodziny skończył dyndając na linie, bo był jedynym żywicielem rodziny i jego świat się załamał. Nie wytrzymał, Świat vs. On – niestety 1:0.

Ja dzisiaj chciałbym jedynie postawić swoje stopy na tym terenie. Zobaczyć to co widziałem w grach i na filmach. Chce poczuć Prypeć na swoich podeszwach. A dla zainteresowanych tymi klimatami. Podobne widoki oferuje nam Pstrąże na Dolnym Śląsku, w którym kiedyś siedziała armia radziecka. Teraz to wygląda niewiele gorzej niż to co nam oferuje ukraińska sława.

 

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno