...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Moje pierwsze 7 prac #myfirst7jobs (nie było ich tyle)

My Best

Uległem temu trendowi. Przyznaję ciekawie czyta się czym zajmują się obecnie znani i lubiani w Internecie. Okazuje się, że też są śmiertelnikami i nie są bananowymi dziećmi (przynajmniej większość). Ja z racji dość młodego wieku nie mam na koncie siedmiu prac i nie wiem, czy kiedyś tyle będę miał. Ale kto wie, kto wie.

1. „Sprzedawca”

Celowo dałem to w cudzysłów, bo opychanie kumplom jakieś wódki, którą kolega załatwiał z cholera wie skąd ciężko nazwać „sprzedażą”. Fakt wyglądał tak, że każdy to kupował, każdy to pił. Nazywaliśmy to „Paliwem rakietowym”, bo jeśli miało temperaturę powyżej zera stopni zaczynało smakować jak płyn do mycia naczyń wymieszany z czymś co nie miało ziemskiego pochodzenia. Klepało w głowę i cud, że nie poślepliśmy wszyscy. Zarobek był nie duży, ale stać nas było na normalną wódkę.

 2. „Grafik” komputerowy

Szukając jeszcze w liceum pomysłu jak zarobić kilka groszy trafiłem na portal, gdzie można było ogłaszać się z rożnymi umiejętnościami. Na fali był wtedy wirtualny tuning. Brzmi to teraz śmiesznie, ale wraz z kolegami siedzieliśmy godzinami przed komputerem obniżając auta, przyciemniając szyby itp. Wszystko z tutoriali oczywiście. Nie trzeba być geniuszem, że ogłosiłem się jako grafik, pokazałem swoje prace i po kilku dniach odezwał się do mnie jakiś koleś prosząc, bym zrobił mu logo na stronę. Firma zajmowała się wózkami widłowymi. Niestety moje umiejętności były śmieszne jak na jego wymagania. Po kilku projektach wyśmiał mnie od góry na dół i zerwał kontakt. Oczywiście nie zarobiłem nic i stwierdziłem, że nie wychylam się więcej ze swoim „skillem”.

3. Kontroler jakości

„Hej, chcesz zarobić?” – taki telefon dostałem od kumpla któregoś dnia. Odpowiedź była oczywista. Zawiózł mnie do lokalnej fabryki, gdzie spotkałem jego szefa i kumpla. Praca była prosta. Tak wygląda część zła, a tak dobra. Złe do złych, dobre do dobrych. Za pierwsze pięć godzin dostałem tego samego dnia 50zł do ręki. Wymieniłem się z szefem telefonami i tak zaczęła się nasza współpraca. Chwilę później podpisałem umowę i zostałem w tej firmie kilka ładnych lat, które wspominam z uśmiechem na ustach. Świetni ludzie i ciekawe zajęcie. Czasami zapieprzało się po kilkanaście godzin, ale i tak zawsze było wesoło.

4. Budowa

Chyba każdy chłopak kiedyś wylądował na budowie. Nie zna życia ten, kto nie żarł kanapek brudny, okurzony i śmierdzący. Oczywiście miałem stanowisko przynieś, wynieś, pozamiataj. Głównie przecierałem szpachle, a później szedłem przez miasto siwy jak Gandalf, a z nosa ciekła mi zaprawa. To były czasy, kiedy pracowałem normalnie na umowę, a jednak się człowiek jakoś napatoczył na budowę.

5. Agent Ubezpieczeniowy

Po zakończeniu zabawy z kontrolera jakości stwierdziłem, że pora na zdobycie świata. Nasłuchałem się o zarobkach na rozmowie kwalifikacyjnej. Dziesiątki tysięcy, mało roboty, niezależność na własnym biznesie. Pracuje kiedy i ile chce, a kasa spływa z nieba. Taki widok mojej przyszłości miałem przez pierwsze miesiące bycia super agentem. Prawda jest taka, że mimo posiadania nie najgorszej gadki i miłej aparycji ludzie słabo mieli ochotę płacić kolejne ubezpieczenie życia, domu itp. Najlepiej schodziły te na samochód, z których moja prowizja była śmieszna. Skończyło się po pół roku, bo to czym mydlono mi oczy okazało się kompletna bzdura, a ten luz, który obiecywali okazał się tym, że mój menadżer dzwonił do mnie o 21 wieczorem w sobotę, by spytać czy dzisiaj coś zrobiłem i jakie mam plany na przyszły tydzień. 90% agentów ubezpieczeniowych ma inne źródło utrzymania albo żyje ponad to co zarobili.

6. Pracownik Administracyjny

Taki angaż miałem, gdy zaczynałem obecną pracę. Do dzisiaj zmienił się trzykrotnie. Obecnie pracuję właśnie w tym miejscu więc jest to moja na obecną chwilę ostatnia praca i jak widać w cale nie jest ona siódma. Nie będę się o niej rozpisywać za dużo, ale jak każda praca ma swoje plusy i minusy.

Każda praca mnie czegoś nauczyła. Pokazała w co wierzyć, a w co nie. Jedno się nie zmieniło i nauczyłem się tego jeszcze za dzieciaka. Nie interesuję się tym ile ktoś zarabia, ile ktoś zarabia na mnie. Robię swoje i za to chcę zapłatę.

ps. 7. Bloger 

Tak będzie wyglądała moja następna praca. Zobaczycie!

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno