...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

O tej zielonej trawie u sąsiada

Lifestory

Inni mają lepsze domy, auta, ładniejszych partnerów i ciekawsze życie. Przeglądamy portale społecznościowe znajomych i widzimy, że byli na wakacjach w tropikach. Co niedziele wrzucają zdjęcia z imprez, grillów i wykwintnych posiłków, których nazw nawet nie potrafimy wypowiedzieć. Po takim przeglądzie cudzego życia zerkamy z obrzydzeniem na swoje szare i monotonne.

Nie ma co się dziwić, że jednym z podstawowych uczuć w dzisiejszych czasach jest zazdrość. Nawet nie wiem czy nie częstsza od miłości, bo kochamy rodziców, partnera, dzieci i psa. Powodów do zazdrości jest znacznie więcej. Torebka, auto, rozmiar biustu, stanowisko w pracy, rozmiar wypłaty i oczywiście kolor trawnika.

Moje punkty widzenia

Właśnie ta cholerna trawa. Zieleńsza, równo przystrzyżona i gęsto zasiana. Wembley by się nie powstydził. Jak on to zrobił? A w domu? Pewnie najnowszy TV i wyremontowana kuchnia. Dorobił się, złodziej jebany. Pewnie ojciec w ZOMO był, a matka donosiła razem z Bolkiem. Żona? Pewnie się puszcza i robi kolesia po rogach, a sąsiadowi już na pewno nie staje.

Najlepiej każdy możliwy sukces innej osoby tłumaczyć wszelkimi najgorszymi motywami. Zdrada, sprzedajność, korupcja i kumoterstwo. Nie twierdzę, że tak nie bywa, ale równanie w dół jest najlepszym możliwym usprawiedliwieniem swojego nędznego życia. Przecież to czyjaś wina, że nie mamy nowego samochodu, dużego domu, a nasza trawa wygląda jak na boisku pod blokiem w latach 90-tych. Całe życie ciężko zapieprzamy, a on ma lepiej. Jak to tak można, przecież on jest młodszy, ma ładniejsza żonę. Na pewno musi dzieciom narkotyki sprzedawać, albo kręci z żonką domowe pornosy. Na pewno nie zarobił na to wszystko pracując tak samo ciężko jak ja. Nie możliwe. Trzeba pogadać ze Zdzichem, żeby w pracy przerysował mu auto, a Fafika nakarmimy nieświeżą karmą i puścimy na sąsiada trawniczek. To go nauczy pokory i nie będzie się tak afiszował wśród porządnych ludzi.

zobacz drugi punkt widzenia

Moje punkty widzenia

Właśnie ta cholerna trawa. Zieleńsza, równo przystrzyżona i gęsto zasiana. Też byśmy taką chcieli. Trzeba sąsiada spytać co zrobił, że jest taka zajebista. Może trzeba samemu nasrać do nawozu. Na pewno poradzi nam. Nie zbiednieje. Przy okazji może zagadamy o aucie i okaże się, że trafił na promocję, a i tak wziął kredyt na piętnaście lat, żeby kupić czterokołowe spełnienie marzeń. Chciałoby się tyle też zarabiać co on. A gdyby okazało się, że zarabiamy więcej, tylko on nie kupuje co drugi dzień czteropaka piwa i pizzy? Remont zrobił własnoręcznie, a po pracy udziela korepetycji, albo kładzie płytki znajomym. Na wakacje odkłada po sto złotych przez cały rok i wylatuje na dwa tygodnie do Meksyku w tym roku. Tutaj trochę zrzednie nam mina co?

Ale niech będzie, że ma lepsza pracę. Może potrzebuje kogoś takiego jak my? Może praca, którą teraz mamy nie jest szczytem naszych możliwości i marzeń? Może trzeba zrobić miesięczny kurs i nasze kompetencje będą odpowiednie na inne, lepiej płatne stanowisko. Może trzeba podzwonić i popytać. Może sąsiad szepnie szefowi dobre słowo o nas i w przyszłym roku będzie nas stać na Meksyk?

zobacz drugi punkt widzenia

Zazdrość ma dwie strony. Motywacyjną i wymówkową. To jak będziesz patrzył na szczęście drugiej osoby zależy tylko od Ciebie. Możesz siedzieć i marudzić, a możesz stwierdzić, że skoro ktoś taki jak oni mogą to dlaczego ja nie? Może trzeba mimo wszystko ugiąć karku przed ludźmi, którym zazdrościmy i wziąć od nich kilka porad lub przyjąć pomoc? Na pewno może się okazać to handlem wymiennym. W zamian za porady odnośnie zarobków, trawy i samochodu, których tak zazdrościmy możemy dostać najmniej oczekiwane pytanie. Nigdy nie zgadniecie, że Ci bogatsi mogą was spytać jak to robicie, że po pięciu, dziesięciu, albo trzydziestu latach wciąż chodzicie za rękę i patrzycie na siebie jakby to były pierwsze miesiące związku. Może się okazać, że marzą o takim domku nad jeziorem, do którego wy jeździcie na wakacje. Gdzie mogą w końcu robić zwykłe rzeczy. Nie musieliby się spinać, bo są w drogim kurorcie, do którego musieli pojechać, bo co by powiedzieli znajomym? Że byli dwa tygodnie w miejscu bez kelnera i sprzątaczki?

Pisząc bloga zazdroszczę takim jak Kominek czy Opydo. Mają setki tysięcy czytelników, dziesiątki tysięcy subskrybentów i mimo, że nie zaglądam ludziom do portfela to jednak nie ma co ukrywać, że zarabiają na tym. Jasne, że im zazdroszczę, ale ja mam zamiar im dorównać, a nie im dokopać. Mam też świadomość, że ktoś może zazdrościć mi tego, że w ogóle piszę, że siadam praktycznie codziennie i piszę kolejny tekst. Przyznaję, że początkowo nie przyznawałem się za bardzo do prowadzenia bloga, bo ludzie patrzyli na mnie z politowaniem. Nadal zdarzają się takie spojrzenia, ale fakt, że robię coś co mi się podoba i poświęcam temu czas i energię sprawia, że czasami pomiędzy wzorkiem politowania dostrzegam błysk zazdrości.

Wiele osób żyje na pokaz. Pod drogim garniturem są dziurawe gacie, a za pozornie ciekawym życiem kryją się długi, komornik i wieczna kłótnia. Owszem, powinno się zazdrościć innym i chcieć osiągnąć coś podobnego, a najlepiej lepszego. Jednak narzekając na swoje życie pamiętaj o jednym. Tobie też sąsiad czegoś zazdrości.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno