...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Poświęcisz rodzinę dla rodziny?

Lifestory

Wczoraj oglądałem (o dziwo) pierwszy raz film pt. „Chłopiec w pasiastej piżamie”. Muszę przyznać, że genialna pozycja i chyba każdy powinien oglądnąć. Z filmów płynie sporo mądrości i morałów i każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Tym głównym oczywiście jest to, że dzieci potrafią zaprzyjaźnić się nie bacząc na podziały. Po prostu chcą się zaznajomić i żaden drut kolczasty, wiara, czy poziom społeczny temu nie przeszkodzi. Wspomniałem ostatnio o tym w tekście A pamiętasz jak?

Jednak moją uwagę przykuli rodzice Brunona. Ich (a zwłaszcza ojca) ignorancja wobec tego co robi ich dziecko ma wielokrotne odbicie w dzisiejszych czasach. Nie wiedzieli jak spędzają czas ich dzieci, czego ich uczy nauczyciel, a na każdą nie wygodną sytuacje mieli odpowiedź w postaci milczenia lub zalecenia, by dziecko się pobawiło. Ignorujący swoje potomstwo ojciec i bojąca się go matka wyrażają milczącą zgodę na to, by dziecko poznało świat na swój niespaczonym niczym sposób niejednokrotnie skazując je tym samym na porażkę i awersje do świata.

W dzisiejszych czasach nie jest inaczej. Zajęci pracą, pogonią za kasą i samymi sobą rodzice zbywają dzieci, by te zajęły się same sobą. Olewają problemy w szkole i poza nią. Nawet nie mają wiedzy z kim się ich dziecko zadaje. Na wyrost uważają je za dorosłe, bo przecież szesnaście lat to taki poważny wiek. Rodzice wmawiają sobie, że ich dziecko przecież nie jest głupie i wie co dobre, a co złe. W tym wieku? W tym wieku to wszystko co złe jest dobre. Przecież to właśnie w okolicach początków liceum wszystko zaczyna być w zasięgu ręki bardziej niż wcześniej. Alkohol, narkotyki, seks i przestępstwa. Sam święty nie byłem, ale dzięki jakiemukolwiek zainteresowaniu moją osobą ze strony rodziców trochę myślałem i dzięki temu jestem tym, kim jestem dzisiaj. W dzisiejszych czasach rodzice zapieprzają na nadgodzinach, by dzieciak miał na ajfona i modne buty. Przez to nie mają czasu, siły i chęci interesować się o u dziecka, a gdy już ich tknie, by spytać to zostaną zbyci tekstem, że wszystko ok. No przecież dziecko nie będzie zwierzać się komuś, kto interesuje się im od wielkiego dzwonu. Równie dobrze mogła by to robić sąsiadka. Ale lepiej narzekać, że telefon ma tylko 16 zamiast 32 GB pamięci – do reszty rodzice nie są potrzebni „dorosłym dzieciom”

Żadne dziecko nie rodzi się złe, a kto ma mieć wpływ na to jakie będzie jak nie rodzice? Żeby było lepiej to rodzice mają wpływ na to, co na dziecko ma wpływ. I tak się dzieje od pierwszych dni. Najpierw rozpieszczanie, później pobłażanie, aż w końcu ustępowanie dziecku drogi, bo jesteśmy tylko bankomatem i taksówką dla nich. Wiele rodziców nie stara się naprawić takiej sytuacji. Bo w sumie po co? Powiedzą sobie, że to taki wiek buntowniczy i zajmą się sobą. W końcu po piętnastu latach od urodzenia bachorka mogą znowu skupić się tylko na sobie. Młode sobie poradzi.

Nie znające życia nastoletnie dziecko zachowuje się jak pies, który zerwał się z łańcucha. Wszystkiego jest ciekawe i wszystkiego chce spróbować. Czy to z własnej woli, czy pod naciskiem otoczenia – spróbuje. Jednak to nie otoczenie (w większości przypadków) ma wpływ na to co malec ma w głowie. Niczego nieświadomi rodzice spędzają spokojnie wieczór w domu lub weekend za miastem, podczas gdy ich pociecha pije, ćpa i bzyka się  kim popadnie. W ten sposób będzie fajna i fajny. W ten sposób zyska szacun, a rodzice zapewne problem.

Zaskakujące jest to, że żaden z tych rodziców nie był kiedyś inny. Gdy rodziców nie było też imprezowali. Może nie tak, ale jednak. A mimo to żyją w przekonaniu, że ich nastoletnie dziecko pod ich nieobecność nic złego nie zrobi. Ojciec jest przekonany, że jego synuś nigdy nie zostanie odebrany z komisariatu, a mama jest pewna co do tego, że jej córcia nie zostanie nastoletnia matką, bo puści się po dwóch piwach.

Możecie mówić, że nie będę taki mądry jak będę miał dzieci, albo coś w ten deseń. Możliwe, że macie racje. Tylko zaskakujące jest to, że skoro ja widzę problem to dlaczego nie widzą go rodzice? Nie widzą, że ich dziecko nie liczy się z ich zdaniem i ma w dupie co do niego mówią. Nie próbują nawet zrozumieć dziecka, bo gdy miarka się gdzieś przeleje to z olewatorstwa przechodzą do faszyzmu domowego. Nie pytają o przyczynę, znają skutek. Cała reszta jest nie ważna. Nie słyszałem jeszcze o rodzicach, którym dziecko się przyznało, że brakuje ich mu i przez to zapija się, bo sama nie ma pojęcia, że ma depresje. Pozostawione samemu sobie zamyka się przed jeszcze bardziej przed rodzicami, a niejednokrotnie na świat. Rodzic stwierdzi, że dziecko jest leniwe, „w takim wieku”, albo ma zawód miłosny. Na tym skończy się pomoc zwykle – na daniu spokoju dziecku, które zapędziło się psychicznie w kozi róg, z którego niestety czasami próbuje wyjść przez żyletkę na żyłach.

Wracając jeszcze na chwilę do Brunona i jego rodziców. Oni podążali za złudnym obowiązkiem i prestiżem, on za sercem, którego im nie tyle co brakowało, co zeszło na drugi plan. Goniąc za pozornie ważnymi rzeczami zapomnieli o najważniejszych. O tym, że są rodziną. Mąż zapomniał co czuł do żony, żona brzydzi się mężem. Dzieci kontakt mają z rodzicami tylko przy posiłkach, a same ze sobą tylko w potrzebie. Rodzice myślą, że to co robią, robią dla rodziny. Tymczasem sprawili, że rodzina nie była celem, a ceną za ich poczynania.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno