...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Smak, którego nie zapomnę.

Food & Drink

Dwudziesty wiek chylił się ku końcowi. Jeszcze dwa lata i zostały do rozpoczęcia nowego milenium. Siedzieliśmy jak zawsze w trzeciej ławce pod oknem. Kończyła się matematyka.

Nasze komunijne zegarki synchronizowane były z dźwiękiem dzwonka i co chwile słychać było szepty ile minut i sekund zostało do końca ostatniej lekcji.

Był piątek. Plan był prosty – na obiad, skłamać, że nic nie zadano i idziemy kopać w piłę o 17 na Tartanie.

Każdy zna swoje pozycje na boisku. Graliśmy kiedy tylko się da. Po szkole, na boisku lub na przerwach piłką tenisową, która zwykle 2 dni nie przezywała, bo nauczyciel niczym duch podchodził i zabierał ją gdy ta tylko wyleciała poza „boisko”. Wtedy w życie wchodził plan B. Do ostatniej ławki niczym do magazynu spływały kartki wyrwane z naszych zeszytów. Niejednokrotnie zapisane zadaniami. Taśmę, którą oklejaliśmy naszą „piłkę” kupowaliśmy na zmianę.

Dzwonek rozbrzmiał. Biegliśmy do szatni, a dźwięk piszczących halówek po gumowej podłodze rozchodził się na cały korytarz. Chwilę później przechodziliśmy już przez płot – bo tak szybciej i ciekawiej iść do domu.

– Ja się spóźnię. Idę na pierogi do babci.

– Ruskie? Czy z kapusta i grzybami?

– Ruskie lub „Dziadziowe”.

Pierogi od babci. Fakt, który mógł usprawiedliwić każde spóźnienie i każdą zapomniana rzecz. Nie trzeba było nic dodawać – Jedynie pochwalić się jakie pierogi i czy z cebulką, czy ze skwarkami. Oczywiście każdy wyolbrzymiał ilość jaką pochłonęły nasze małe żołądki, co prowadziło do tekstów w stylu Ta, jasnę ewentualnie Tyle to ja zjadam z palcem w nosie.

To było nieważne. Biegłem na złamanie karku. Wiedziałem, że już na mnie czekają. W klatce omijałem windę – po schodach wbiegnę szybciej i już byłem. Na stole pod oknem stał talerz pełen pierogów, a przy nim szklanka mleka. Jeszcze tylko buziak dla babci i już jadłem.

Jak zawsze pyszne. Wymieszane ruskie i z kapusta i ziemniakami – przysmak mojego Dziadka, co dało im swoją nazwę w moim małym słowniku. Wtedy rozumiałem co oznacza powiedzenie „Je, aż mu się uszy trzęsą”, a ile bym nie zjadł. Babcia przynosiła jeszcze trzy pierogi – bo co to dla takiego chłopa. Między kęsami udawało mi się opowiedzieć co w szkole i w domu.

– Babciu. Zrobisz mi kogiel-mogiel? Ale z kakao – pytałem wielokrotnie, gdy kończyłem pierogową ucztę, a po chwili do moich uszu dochodził dźwięk łyżeczki obijającej się o szklankę gdy babcia rozcierała żółtko z cukrem i DecoMorreno,

Nic nie mogło jej bardziej uszczęśliwić niż widok mnie oddającego pusty talerz i wylizaną do czysta szklankę po koglu-moglu, a ja odwzajemniałem się szczerym dziecięcym Dziękuje i buziakiem. Teraz to mogłem iść grać do wieczora zastanawiając się gdzie będę spać. Odpowiedź była oczywista. Jest piątek – idę spać do babci, bo gdzie będzie lepiej i smaczniej?

Dzisiaj nie ma już XX wieku. Nie chodzę już do szkoły. Nie gram w piłkę. Wyciągam niestety garnitur z szafy. Idę jeszcze raz ją zobaczyć. Podziękować za pierogi. Ten ostatni raz.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno