...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Social Media – trudno żyć obok

Media

To dalsza część mojej rehabilitacji artystycznej. Nie ma co ukrywać, że żaden bloger, vloger, youtuber, czy inny internetowy -er nie obejdzie się bez mediów społecznościowych. Facebook to absolutna konieczność. Od pewnego czasu zauważam, że drugie miejsce zajmuje nie np. Twitter, a właśnie Instagram. Ćwierkanie krótkimi wpisami zyskuje co raz większą popularność w naszym kraju ale to wciąż nie to. Ludzie nie dostrzegają jeszcze potęgi białego ptaszka.

Jednak nie o tym chciałem napisać dzisiaj. Standardem stało się, że oprócz publikowania swoich materiałów, zdjęć itp. na fanpage’u publikowanie są również treści z życia prywatnego autorów. Sam czasami wrzucam jakąś krótką anegdotę tego co się dzieje w moim życiu. Wiele razy jednak łapię się na tym, że zanim kliknę „Opublikuj” stwierdzam, że przecież to moje prywatne życie, a nie część bloga. Moje życie to nie tylko ja przecież. To moja kobieta, rodzina, znajomi i o ile o sobie mogę pisać to nie chcę „sprzedawać” do Internetu cudzego życia. Współczuję części osób, których partnerzy/partnerki rodzice, czy dzieci coś tam tworzą w sieci, a co za tym idzie gadają o tym jak dzieci bałaganią, że mąż do leń, a rodzice to w ogóle katastrofa. Oczywiście wszystko zależy od wyczucia smaku. Dla mnie ewenementem osoby, która często publikuję swoich bliskich w świetny sposób (i przede wszystkim nie krzywdzący dla nich) jest Radomska z bloga „Mam Wątpliwość”. Nie krzywdzi ich wizerunku, nie wybiela się na ich tle i robi to w przezabawny sposób. Niestety lwia część osób, która zahacza o osoby w swoim otoczeniu na łamach Facebooka, czy nawet bloga robi to niestety w nie fajny sposób. Nie robią tego cały czas oczywiście, ale raz na jakiś czas poczułbym się trochę jak śmieć na miejscu ich bliskich. Czasami można mieć wrażenie, że wie się kiedy była awantura o takie wrzucanie kogoś do Internetu, bo wpis albo dwa po niekorzystnym wpisie mamy zaraz wychwalającą publikację. Wczoraj był leniem na kanapie, dzisiaj jest ideałem, bo obrał ziemniaki. cytując Pawła Opydo: „CO?”

Nie da się ukryć, że odcinanie najbliższych od bloga, a zwłaszcza od naszych social mediów trochę nas przyhamowuje. I to nie oni nas hamują, tylko sami siebie hamujemy, bo przecież moja ukochana to nie element bloga (chociaż byłaby popularniejsza ode mnie na pewno). Wiem, że wszystkie matki (piszę matki, bo co chwilę jakaś świeżo upieczona rodzicielka jest blogerką) mogą poczuć się atakowane. Ale nie pisałem o Was, tylko o każdym blogerze, vlogerze itp., który tak robi. Wam zwyczajnie ciężko być super mama blogerką, bez „sprzedawania” rodziny do sieci. Bez tego nie istniałby blog paretingowy. Chociaż, czy na pewno? Można pisać o byciu super matką nie pisząc o dzieciach prawie w ogóle? Według mnie tak. Ale dzieci zgarniają więcej lajków.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno