...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Uwaga, Hopa! Lewy 2 do Prawy 3, DIRT4 – Recenzja

Media

Każdy facet który przeżył przynajmniej ćwierćwiecze pamięta takiego kierowcę rajdowego jakim był Colin McRae. Colin był nie tylko ikoną Rajdów WRC ale także dorobił się swojej serii gier o tejże tematyce. Ja swoją przygodę zacząłem od dwójki, którą zajeżdzałem Fordem Focusem. Każdy to grał pamięta, że 206 jeździło szybciej ale było nieobliczalne na zakrętach, a Focus był idealny. Od tamtego czasu minęło siedemnaście lat i gra dorobiła się wielu kolejnych wersji. Colina nie ma niestety już na tym świecie ale poziom, który w tamtych czasach wyznaczały jego gry teraz wyznacza spadkobierca – DIRT, a niedawno mieliśmy przyjemność powitać na świecie najmłodszą z rodu czwartą część.

Gdy dostałem DIRT4 od Techlandu do testów i recenzji byłem zajarany jak dziecko. W końcu nie tak dawno mój dysk opuściła poprzednia wersja, na której zajechałem ostatnią klawiaturę wchodząc w zakręty na ręcznym. Na moje nieszczęście, gdy zacząłem pobieranie gry na Steam trwał początek Summer Sale więc gra ściągała się milion godzin przy transferze poniżej 1mb/s. Byłem jednak cierpliwy a moje czekanie zostało nagrodzone. Dlaczego?

Gra jest fenomenalna! I mówię to jako osoba, która nie ogromnym maniakiem wyścigówek. Lubię ale jednak to nie jest mój ulubiony gatunek. Oczywiście nie jest idealna, bo takich gier nie ma. Jednak do rzeczy.

Grafika

Jest śliczna. Słońce razi, deszcz przeszkadza, a tumany kurzu wyglądają realistycznie. Auta są bardzo dobrze odwzorowane z dużą dbałością o szczegóły. Celowo przetestowałem różne poziomy grafiki i nawet, gdy zagramy na niskich detalach to gra nie wygląda jakbyśmy ją z Commodore zabrali, a na Ultra jest bajka, że momentami zaciera się wrażenie, czy to gra, czy rzeczywistość. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić w tej kwestii to oczywiście to, że częściowo zniszczony samochód wygląda prawie zawsze tak samo. No chyba, że ja zawsze podobnie uderzam. Ale i tak przez 99% gry patrzymy na tylni zderzak lub jeśli prowadzimy z kokpitu (polecam!) na to co przed nami.

Grywalność

Powinienem zacząć od tego, bo to jednak najważniejszy element takich gier. Tutaj się rozpływam i jeśli już odpalasz pierwszy raz tą grę to nie bądź miękka fają i nie bierz trybu gry dla zabawy, tylko symulacyjna, w którym auto nie zachowuje się jak np. w Need for Speed. No i skrzynia. Zapomnij o takim czymś jak automat. To dla osób nie umiejących jeść widelcem i nożem. Ja wybrałem sekwencyjną i zabawa jest niesamowita. Zwłaszcza podoba mi się, gdy przed ostrym zakrętem trzeba zejść dwa – trzy biegi niżej, a auto wydaje niesamowite dźwięki i zmienia sposób prowadzenia. Właśnie! Co do prowadzenia. Nie ma takiego czegoś jak dwa auta prowadzące się podobnie. Nawet w tej samej klasie. Różnica np między Lancerem, a Imprezą była zwykle delikatna i zawsze taka sama. Lancer był gorszy na prostych ale lepiej radził sobie na odcinkach z wieloma zakrętami. Subaru z kolei rządziło na szybkich odcinkach. Tutaj różnica jest kolosalna. Inne reakcje, optymalne obroty, moment zmiany biegów. Przesiadając się z z jednego do drugiego modelu uczymy się jazdy na nowo. Auta reagują na każdy dotyk gazu, hamulca, czy skrętu. Zmiana biegów też jest świetna, gdy grasz na sekwencyjnej (redukcja mogłaby odrobinę szybciej działać).

Jeśli chodzi o poziom – Jest dość trudno. Nawet na łatwym poziomie przejechanie gładko odcinka to ciężka sprawa. Auta i trasa nie wybaczają praktycznie żadnych pomyłek. Wlecisz w zakręt pod złym kątem lub ciut za szybko i kończysz w pobliskich drzewach lub na dachu. W dodatku jest szybko. Gra nawet na kamerze zza samochodu daje odczucie prędkości i przez to na ekranie na prawdę dużo się dzieje. Nie ma chwili luzu, bo rajdy to nie zabawa i tutaj to widać. Trzeba ogarnąć zachowanie auta, prędkość, bieg, patrzyć co przed nami, a do tego słuchać wskazówek pilota. Te ostatnie są mega ważne. W poprzedniczkach nigdy nie odczuwałem aż takiej wagi tego co mówi dziwna osoba z fotela obok, bo leciało się na bieżąco i jakoś było, a tutaj pierwsze trzy zakręty bez pilotowania wydają się do pokonania jedynie na rowerze. Na szybkich fragmentach pilotowi zdarza się nie wyrobić i o bramie lub hopie dowiadujecie się w momencie mijania ich. Takie momenty to jednak rzadkość, więc zawsze będziecie wiedzieć co czeka was za zakrętem.

Smaczki

To co tygryski lubią najbardziej. Gra podrzuca nam trochę fajnych bajerów, które umilają i uatrakcyjniają rozgrywkę. Przykładowo lecący z naprzeciwka dron, który przelatuje tuż nad nami za pierwszym razem zrobił na mnie takie wrażenie, że wyleciałem z trasy w następnej sekundzie. Oprócz małych obiektów latających na trasie pojawiają się także te całkiem duże. Helikopter unoszący się nad trasą, który podnosi tumany kurzu zasłaniając oczywiście kompletnie to co dalej nas czeka. Podczas jazdy niejednokrotnie też miniemy uszkodzone samochody przeciwników, w które nawet da się uderzyć. Niestety auto zepsute jest z betonu i gdy w nie uderzymy to nie zrobi na nim to większego wrażenia. Przed każdym startem dostajemy też sporo informacji mniej lub bardziej istotnych na temat tego co się dzieje na trasie lub wieści z mistrzostw. Nie ma to zbytniego wpływu na rozgrywkę ale miło się to czyta i słucha.

Urzekła mnie też Akademia DIRT, w której możemy zabawić się na na placu zabaw rodem z filmów Kena Blocka – Gymkhana i dać upust swojej fantazji w jeździe i co najlepsze – przetestować każdy samochód dostępny w grze, których jest całkiem sporo.

Jeśli chodzi o jakieś tam minusy w tej kategorii to może to, że gdy już auto zacznie koziołkować, bo przegniemy na zakręcie ma się momentami wrażenie, że leci jak puste pudełko po butach. Jednak to mały minus bo w takich momentach zwykle i tak klikamy Esc i wciskamy „Startuj Ponownie”, bo auto dalej już nie pojedzie.

Muzyka

Od pierwszej części Colina ta seria charakteryzowała się żywą, fajną i zachęcającą do depnięcia w pedał gazu muzyką. Tutaj jest nie inaczej. Dobre, mocne kawałki towarzyszą nam w menu i wszystkich możliwych przerywnikach. Dzięki temu gra nie jest nagle nudna w menu i mamy wrażenie ciągłego bycia w rajdzie.

Braki?

DIRT4 to powrót do klasyki gier rajdowych. Jednak każdy, kto grał w trójkę stwierdzi, że trochę brakuje mu zabawy po ulicach miast. To jednak są naleciałości z takich gier jak NFS, które przyzwyczaiły nas, że ścigamy się autami ulicznymi w normalnych warunkach. Na szczęście ten brak nie sprawia, że można się nudzić w jakikolwiek sposób. Brakiem jest za to odrobinę betonowe otoczenie. Mózg odczuwa, że coś jest nie tak, gdy przy 120km/h uderzymy w brzozę grubości nadgarstka przeciętnej modelki, a z niej nawet listek nie spadnie. Takie coś zalatuje Macierewiczem.

Podsumowanie
Grafika
Grywalność
Muzyka
Loco poleca!
Ogólna ocena
5

Komentarz
DIRT4 jest doskonałym powrotem korzeni gier rajdowych. Niesamowity realizm i dynamika sprawia, że moja grupa krwi z 0 RH+ zmienia się w PB98 Turbo+. Zachwycony różnorodnością rozgrywek i rozrywek stwierdzam, że ta gra to to, na co czekali wszyscy pasjonaci takich gier. Polecam każdemu.

Wpis powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Techland. Pozdrawiam was! 🙂

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno