...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

When you decided to beat something, you can beat it!

Lifestory

Yeah! That’s right!

… i tyle angielskiego w tym wpisie, bo reszta już będzie o pokonaniu czegokolwiek sobie nie wymyślimy – zwłaszcza samego siebie.

Jestem optymistą i wielokrotnie snułem wielkie plany co do swojej osoby. Wiele z nich nie wyszło i tylko do siebie mogę mieć pretensje i do swojego lenistwa, bo wiele z moich pomysłów na siebie i planów brała w łeb właśnie przez ta uporczywa cechę. Nie mogę się jej pozbyć, ale próbuje na różne sposoby. Jednak wiele z moich pomysłów zakończyło się fiaskiem, ponieważ każdy mówił mi, że nie dam rady, że to głupie i żebym dał sobie spokój. A ja głupi wiele razy dawałem za wygraną leżąc pod gradem antymotywacyjnych tekstów od najbliższych. Dlaczego tak mówili? Pewnie dla mojego dobra, chociaż dziwne jest nie wspieranie kogoś w jego marzeniach, o ile nie mogą się skończyć śmiercią.

Nie będę tutaj truć wam o wizualizacji celu itp., bo jednak tylko wasza ciężka i niestrudzona praca was do tego celu zaprowadzi i wam go zmaterializuje, a nie tylko pozwoli wam sobie wyobrazić. Cokolwiek by to nie było – praca, nauka, książka, czy nawet blog, którego właśnie czytacie – to wymaga pracy. Teksty same się nie piszą, książki nie czytają, a wiedzy za nas nikt nie przyswoi. Problem leży w nas samych i w naszym otoczeniu. Gdy mówimy sobie: „Chce w przyszłe wakacje polecieć na Barbados„, to zwykle usłyszymy wiele tekstów w stylu: Ciekawe za co? Skąd wiesz, że będziesz miał pracę? Taa.. jasne. itp. itd. Motywujące co? Ano nie bardzo i tutaj mamy trzy możliwości. Olać co mówili, posłuchać, albo zrobić im na złość i dopiąć swego.

Zauważcie, że tylko jedna z tych opcji zakłada od razu, że się nie uda. Pozostałe dają nam szansę, by spróbować i za rok wysłać tym znajomym zdjęcia z wakacji. A co jeśli się nie uda? Nic. Uda się za rok, dwa, pięć lat. Tylko to w jakim miejscu startujesz i do jakiego zmierzasz się liczy. Reszta? To droga i jak każda – może być dłuższa i wyboista. Może się okazać, że jest ślepa lub dojedziemy nią do innego miejsca. Ale i tak powinniśmy być wtedy dumni, że spróbowaliśmy, a to że się nie udało to nic. Uda się następnym razem. Może trzeba spróbować inaczej? Mocniej?

Nasze otoczenie nie jest motywacyjne i jeśli Twoi bliscy wspierają Cię w każdym Twoim pomyśle to jesteś niesamowitym szczęściarzem (albo Twoi znajomi Cię podpuszczają, robiąc sobie z Ciebie obiekt kpin). Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy mówię o swoich pomysłach na siebie i planach na przyszłość, a ludzie uznający się za dobrych doradców mnie próbują od tego odwieźć tylko dlatego, że im nie chce się ruszyć by mieć ambitniejsze pomysły. Skoro kanapa jest wygodna to po co się z niej ruszać? Właśnie po to by nasza kanapa miała skórzane obicie (jeśli lubicie) i żeby nie stała w kawalerce, ale w wymarzonym domu. Nie można zawsze zakładać, że się nie uda. Trzeba trochę w siebie wierzyć. Nie do przesady – nie każdy może być astronautą lub Boltem, ale każdy może założyć firmę, oszczędzać, zrzucić parę kilogramów lub się usamodzielnić. To nie jest takie trudne i straszne, żeby nie chcieć i nie próbować. Najtrudniejszy jest pierwszy krok. Kolejne nie są specjalnie łatwiejsze, ale przyzwyczajają nas do ruchu w kierunku marzeń i planów. Czytając „Thorn” Jasona Hunta stwierdziłem, że powinniśmy się motywować tym jak mało mamy do stracenia, a nie jak dużo do zyskania. Jeśli nie uda nam się zmienić położenia kanapy lub jej obicia to co? Po prostu siądziemy  z powrotem na swojej wygodnej kanapie.

Jeśli chcesz coś pokonać, możesz to zrobić. Najtrudniej pokonać siebie i przekonać innych, że masz rację. Chociaż w sumie.. po co innych przekonywać? Niech podziwiają, że walczysz. Niech zazdroszczą, gdy wygrasz.

 

Jak wy siebie motywujecie i walczycie ze sobą? Co jest waszym celem?

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno