...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Wy i te wasze napompowane ego

Lifestory

Od dziecka mamy do czynienia z osobami, których ego jest napompowane do granic możliwości i mało kiedy było ono takie z racji wiedzy lub tego, co człowiek sobą reprezentował.

Sam mam dość spore ego. Lubię się przechwalać i uważać wielokrotnie, że jestem lepszy od innych. Nie robię co prawda tego bezkrytycznie, bo potrafię dostrzec wartościowego człowieka i z miejsca darze go szacunkiem za to jaki jest.

Ego w dzisiejszych czasach zarówno wśród dzieci jak i dorosłych kreują takie rzeczy jak kasa, wygląd, znajomości i popularność. Inteligencja, zaradność i spryt życiowy idzie na dalszy plan, a ludzie, którzy uważają się za lepszych, bo są mądrzy i obstukani merytorycznie spychani są przez tych ładnych i nadzianych.

Co z tego, że jesteś inteligentną kobietą, pełną pasji, skoro tamta ma dekolt po pępek? Co z tego, że jesteś ciekawym, czułym i miłym gościem, skoro tamten chodzi na solarium i ma furę od ojca? To zauważamy w dorosłym życiu, ale już za dzieciaka się to pojawiało.

Każdy z nas za młodu miał kogoś kto był z bardziej dzianej rodziny lub był rozpieszczonym jedynakiem (albo to i to). Wpojone, że jest najlepszym dzieckiem na świecie i pchanie w niego bezsensownie kasy sprawia, że taki dzieciaczek staje się tym przemądrzałym i rzekomo najlepszym. Nie ważne, że nie radzi sobie ani w sali ani na boisku. Jest najlepszy i koniec. Ma najfajniejsze ciuchy i to po niego mama przyjeżdża fajnym samochodem. To wystarczy. Błyszczy i tyle.

W liceum jest identycznie. Najfajniejsza laska w klasie to ta, której widać stringi i stanik podczas lekcji. Wywalone cycki (w push-upie, a jakże) to jej jedyny atut. Dodajemy do tego wysokie oczekiwania wobec płci przeciwnej i jednocześnie nie mając jakichkolwiek oczekiwań od samej siebie. Ona typuje trendy i ustala któremu chłopakowi można usiąść na kolanach i chociażby tamten był nie wiadomo jak słodki to skoro ona tak stwierdzi to jej koleżanki mają dwie opcje. Albo zostać z najlepszym cycem w klasie, albo po kryjomu się spotykać z tym słodkim kolesiem i narazić się na wyśmianie na równi z nim.

I tak wiążemy się przez lata. Każdy chociażby przeciętny koleś miał „farta” i przeżył chociaż nic nieznaczący przyjacielski romans z taka trendy laską, tylko po to żeby poczuć się lepiej, a każda wartościowa laska chociaż raz spotkała się z nadzianym żelusiem albo dzianym pakerem. To chyba trzeba przeżyć, żeby przejrzeć na oczy i poszukać sobie jakieś wartościowej osoby. Ci, którym pasował ten układ tkwi w nim dalej, albo wymienili się na podobne modele (żadne lepsze – zapomnijcie).

Przez takie popieprzone podejście tworzą się też łatwe kobiety i powiedzenia w stylu „łobuz kocha najmocniej”. To powiedzenie już kiedyś przytaczałem, ale jest ono dla mnie tak idiotyczne, że każda laska która tak mówi wywołuje we mnie pusty śmiech. Same się oszukują, że dostać w pysk od ukochanego to oznaka miłości. Stały się niewolnicami swojego i jego ego i na odwrót. On jest taki super i ona taka super. Ona ma paczkę wiernych psiapsiuł, a on ziomali. Każde z nich przewodzi swojej grupie.

Później mamy małżeństwa, które uważają się za lepsze, bo jadą do spa w Aplach, a sąsiedzi szarpną się na Kołobrzeg albo Pobierowo. W czym tu bycie lepszym? Nadziany koleś uważa, że mąż nie dba o żonę, bo nie zabiera jej w takie miejsca, a nadziana lalka uważa, że pewnie żonę koleś już nie kręci, bo nie stroi się dla niego itp. Tymczasem to nie pieniądz jest wyznacznikiem miłości. Pomyślcie co wybrałby koleś z kasą jakby miał do wyboru ostatnią stówkę wydać na laskę, albo na siebie. Gwarantuję, że rzadko by wybrał ją. Hojność u bogatych pojawia się tylko wtedy, gdy im nie brakuje. Poniżej tego ta hojność się kończy. Z kolei facet, któremu zdarzało się oglądać złotówkę kilka razy zanim ją wydał zna jej wartość i myślę, że patrząc na tą samą stówkę co konkurent wręczyłby ją żonie lub podzieliłby się.

W czym bogaci, ładni i popularni są lepsi od szarych ludzi? Czym różni się związek Perfekcyjnej Pani Domu od statystycznych Kowalskich? Podpowiem wam. Niczym, a jeśli byśmy drążyli to znaleźlibyśmy więcej plusów u tych drugich. Myślę, że mając do wyboru leżeć na drogim łóżku, a z drogą nam osobą wybór jest prosty. Wiadomo, każdy chciałby to i to, ale nie zawsze bywa tak kolorowo.

Sztucznie pompowane ego wszelkimi substytutami zajebistości jak rodzice, kasa, wygląd, popularność itp. sprawiają, że spotykamy czy to w pracy czy poza nią ludzi, którym się „należy” wszystko tylko z racji tego, że są i kim są.

 

PS. Gardzę takimi ludźmi.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno