...wchodzisz na blog na własne ryzyko... blog zawiera moje punkty widzenia...

Strona korzysta z plików cookies. Czytaj więcej Akceptuje

Życie to jeden wielki egzamin

Lifestory

Dzisiaj jest kolejny dzień, gdy z pierwszym większym egzaminem w swoim życiu walczy młodzież. Testy gimnazjalne mimo, że nie da się ich nie zdać to jednak wzbudzają wielkie emocje i obawy wśród naszych pociech. To jak pójdzie, skwituje ich inteligencję w połączeniu z trzyletnią nauką, w trakcie której nie robili pewnie nic. Wiele osób mówi, że nie potrzebne są te testy, nie potrzebne jest sprawdzanie. Przecież i tak mają tyle sprawdzianów, zaliczeń itp. w szkole.

Osobiście uważam, że takie egzaminy jak te gimnazjalne, matura itp. są świetnym pomysłem. Nie koniecznie zgadzam się z ich formą ale sam pomysł testowania przyszłości naszego narodu w regularny sposób jest świetnym przygotowaniem ich do życia w przyszłości. Egzamin gimnazjalny ma tą zaletę, że nie da się go oblać. Jedyne co czeka gamonia, któremu pójdzie słabo to kiepski ogólniak/zawodówka/technikum. To wciąż krok na przód. Mniejszy lub większy, ale nie zatrzyma dziecka przed dalszą nauką w przeciwieństwie do matury, bez której można pożegnać się z wyższym wykształceniem.

Egzaminy pozwalają na oswojenie się ze stresem i patrzeniem dziecku na ręce przez kogoś dla kogo będzie ono osobą X, a nie Jacusiem i Agatką z piątej C. Przestaje być ważne kto jest ich rodzicem, jakie mają zachowanie, a nawet jakie mają oceny. Są sam na sam z egzaminem. Ich wiedza i inteligencja mogą przegrać nie tylko z pytaniami, ale również ze stresem, który niestety zżera w takich sytuacjach większość kujonów, którzy siedząc z nosem w książkach i kując większość rzeczy na blachę nie znają stresu. Ten z klasówki? Przecież jest obkuta i zna materiał. Egzamin, do którego chwilę temu podeszli jest ze wszystkiego. Jest nieznany materiał i nie ma nauczyciela, który zrozumie bełkot przez łzy, że: „Przecież się uczyłam”. Tutaj jest się numerkiem, a łzy i błagania nic nie działają. Jestem z rocznika, które zaliczyło egzamin gimnazjalny jako drugi rocznik (bodajże) i mało, który kujon poradził sobie dużo lepiej ode mnie. Wszyscy piątkowi uczniowie byli załamani, bo jak to tak nie dostać najlepszej oceny, a co gorsze – jak można mieć wynik taki sam lub nawet gorszy od takiego lenia jak Jacek (czyli ja).

Podobnie było na maturach. Emocje zjadały tylko tych, którzy nie znali stresu i uczyli się na blachę (i mieli oczywiście średnie w okolicach 5.0). Średniacy lali wodę i dawali radę. Ci lepsi – zwykle poniżej swoich możliwości. Na studiach jest już łatwiej. Masz pięćset stron książki i ryjesz w niej, a na egzaminie są trzy lub pięć pytań. Coś się napisze.

Po pięciu latach beztroskich studiów, po trzech lub czterech latach balowania na osiemnastkach w szkole średniej i zbijaniu bąków przez poprzednie dziewięć przychodzi zderzenie się z innym światem. Praca. Reprezentujesz siebie i to co udało Ci się wynieść przez te kilkanaście lat nauki. Problem w tym, że żadna ze szkół nie uczy Cię radzenia sobie ze stresem, obcymi ludźmi, a nawet poprawnego napisania CV i zaprezentowania swojej osoby na rozmowie kwalifikacyjnej. I znowu zostajesz Ty sam kontra stres, do radzenia z którym powinieneś przygotować się w szkole poprzez właśnie testowanie Cię i wystawianie na co raz to inne stresy. Praca pod presja, z przeszkodami i skupiona na kreatywne myślenie, które zostało zabite w szkole.

Nikogo nie interesuje co dziecko zrozumiało z wiersza i jak go zrozumiało. Nie ma szans na bycie kimś oryginalnym i wyprzedzającym swoje czasy, bo zamykane jest wszystko w klatkach i kluczach. Rozpoczynając naukę każde dziecko jest inne. Kończąc ją mamy stado mniej więcej identycznych ludzi, którzy różnią się jedynie tym, że któreś lepiej zna polski, a inne matematykę. Studia odrobinę dają rozróżnić ludzi, ale nie do końca wiadomo, czy wybór kierunku jest podyktowany pasją, umiejętnościami, zdrowym rozsądkiem odnośnie przyszłej pracy, czy może zwyczajną chęcią posiadania jakiegokolwiek wyższego wykształcenia.

Dorosłe życie nieustannie nas testuje i sprawdza. Egzamin z rachunków, zarządzania budżetem finansowym, test z umiejętności stosowania antykoncepcji. Wszystko wywołuje stres. Dorzućmy do tego to co dzieje się przez osiem godzin w pracy. Rodzice nie powinni przesadnie trzymać dzieci pod kloszem. Powinni w kontrolowany sposób wystawiać ich stres i testowanie. Wspierać ich jednak nie wyręczać. Tylko dzięki temu ich pociechy nie będą myśleć względnie normalnie w ciężkich chwilach, a dzięki temu lepiej sobie radzić na miarę swoich możliwości. I nie. Nie będą mądrzejsze. Gamoń będzie gamoniem, ale chociaż nie dostanie sraczki przed klasówką.

A czy Ty już lubisz "2 sides of Loco"?

zamknij okno